Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 września 2016

Hey - Błysk [recenzja] ''Spałam, gdy się kończył świat...''

„Spałam, gdy się kończył świat’”... Oj, dreszcz jest i będzie przez długi czas. Z powodu mojej długiej absencji teraz nadrabiam swoje zaległości. W oczekiwaniu na nową płytę Comy z czeluści mojego umysłu wygrzebałem wiadomość, że Hey wydał nową płytę. Od razu zabrałem się do słuchania. Niektórzy mówią, że o Hey już nie warto łamać pióra, bo wiadomo, co trzeba napisać. Ja jednak zdecydowałem się ująć „Błysk” w kilka błyskotliwych, a może nie słów.




Co do okładki, to dostrzegam ostatnio, że artyści wybierają całkowity minimalizm przy tworzeniu swoich okładek. Okładka nowego krążka Hey doskonale wpisuje się w ten trend: zwykła okładka z jakimś napisem – tak w skrócie można ją opisać. Prezentuje słaby poziom? Niekoniecznie. Na pewno nie przyciąga, raczej kłuje w oczy swoim jaskrawym kolorem – w końcu błysk to błysk, i być może o to tu chodzi. Pomysł pewnie i ciekawy, ale do mnie nie trafia. Może rację mają ci, którzy mówią, że nieważne to, co jest z zewnątrz, liczy się wnętrze, dlatego przejdźmy do ‘’duszy’’ płyty.



Przed Panią Katarzyną Nosowską chylę czoła. Jest to postać wyjątkowa, której nie da się nie znać. Dlatego każdy nowy album grupy Hey jest dla mnie czymś wyjątkowym, a kiedy usłyszałem, że Hey ma powrócić do gitarowego grania, moje oczy zapaliły się niczym świeczki. Jednak tylko głupiec mógłby myśleć, że nowa płyta sięgnie do korzeni i znowu z naszych głośników będą leciały dźwięki grunge’a. 

Płyta otwiera się piosenką „Szum”, która jak żadna inna kojarzy mi się z samą wokalistką. Jest mocny klimat – pesymistyczny i budzący niepokój, wywoływany melodeklamacją Katarzyny Nosowskiej. Do tego z ogromnym ładunkiem emocji. Po prostu cudo! 

Nosowska nie skłamała w zapowiedziach, gdyż rzeczywiście mamy tutaj dużo gitarowego grania – przykładem tego mogą być „Szum” czy „Prędko, prędzej”. Szczególnie w tym drugim utworze robi wrażenie dobry riff oraz wyrazista solówka, bardzo przypominająca stary Hey. Przygotowując płytę, zespół postawił na rytmikę, dlatego punktem szczególnym jest tutaj sekcja rytmiczna.  Przewodzą wyraźny bas, idący w kierunku groove’u, oraz perkusja. Nie brak też hipnotyzujących melodii gitarowych i klawiszowych dźwięków, a co ważne, harmonii nadaje wyrazista elektronika, która nie burzy jednak spójności utworów ani nie przeszkadza innym instrumentom. 

Utwory są różnorodne: w jednych smaczkiem jest to, w innych tamto. Za jedną z lepszych piosenek uważam utwór „Cud” – bardzo łagodny, kojący, przywołujący baśniową nastrojowość. Podobnie otwierająca krążek piosenka „Błysk’’ tworzy niepowtarzalną atmosferę – słuchając jej, czułem się, jakbym szedł sam przez ciemny las, wkoło wszystko powoli się burzyło, a w uszach dzwonił tylko głos Nosowskiej. W kawałku „Prędko, prędzej” urzekły mnie powrót do stylu zespołu i wybitna solówka, w „Hej, hej, hej” – końcówka, gdzie pobrzmiewa wiele głosów ze szczyptą elektroniki. Za to daniem głównym dla każdego fana elektroniki i sprytnych innowacyjnych rozwiązań jest „I tak w kółko’”, piosenka aż kipiąca elektroniką i lekko psychodelicznymi rozwiązaniami. Szczerze powiedziawszy, przydałoby się więcej takich utworów – elektronicznych z mroczną, budzącą napięcie melodeklamacją Nosowskiej, bo już zdążyłem się otworzyć na nowe alternatywno-rockowe brzmienie Hey. 

A sama linia wokalna? Nosowska dużo kombinuje, ale jej wolno. Z pewnością nie nudzi słuchaczy. Raz mocno wykorzystuje chrypę, innym razem śpiewa niezwykle delikatnie. Czasem mogłoby się wydawać, że za dużo tu kombinacji, ale jest coś w jej głosie, co porywa. Bywa w utworach innych grup, że wokal jest tłem dla melodii, tutaj nie ma miejsca na takie zabiegi. Piosenkarka przewodzi swoim głosem, znacząco nadaje brzmienia, wypełnia muzykę. Efekt? To wydanie Nosowskiej z „Błysku” z dotychczasowych odsłon podoba mi się najbardziej.  


Jeżeli zna się dorobek Katarzyny Nosowskiej, wiadomym jest, że liryka jej utworów jest specyficzna. W tekstach z najnowszego albumu  porusza wiele kwestii, z tym że dominują teksty osobiste. Taką anegdotą może być tekst utworu „Ku Słońcu”, nawiązujący do historii jej matki, którą od niej usłyszała. To historia o panu, który zaczepił matkę artystki na ulicy Ku Słońcu w Szczecinie, pytając o jej sąsiada(Chyba tak to było!). Teraz ona kończy tę historię, opowiadając o Panu ciemnej karnacji – sir Alfonzo Moralezie, który przybył do Polski w poszukiwaniu lepszego życia. W utworach z krążka dużo również nawiązań do natury, ciekawych porównań i opisów. Najbardziej lirycznymi utworami są „Cud” i „Błysk”. Teksty nie są łatwe w odbiorze, chociaż w moim odczuciu łatwiejsze i lżejsze od tych z poprzednich albumów. Praktycznie każdy z utworów wywołał we mnie jakieś przeżycie. Wyjątkiem jest piosenka „Historie” – dużo słabsza na tle pozostałych . 



Bez wątpienia krążek „Błysk” pokazał, że zespół Hej, już kultowy na polskiej scenie, nadal potrafi proponować  świeże dźwięki, bawić się formą, poruszać odbiorcę tekstem i melodią, słowem: czerpać z muzyki to, co najlepsze. W efekcie utwory, które składają się na krążek, wywołują wiele ciepła, ale kiedy trzeba, pobudzają nas zimnym powiewem. Świetnie przenoszą w inną rzeczywistość, a przecież w sztuce o to chodzi. 

Jako że nie ma rzeczy doskonałych i zawsze można się do czegoś przyczepić (głównie okładka i „Historie”...), ja z czystym sumieniem płycie „Błysk” w skali 0-10 daję ocenę 9, i to nie za sprawą  samej wokalistki czy ze względu na dorobek i doświadczenie zespołu. Dobra robota to dobra robota! Zwłaszcza że od uznanych formacji zawsze oczekuje się wysokiego poziomu. Tu z pewnością został on utrzymany. Życzę z całego serca przynajmniej jeszcze jednej płyty tak dobrej jak ta, wielu koncertów i tego, że pewnego dnia znajdę się w tłumie podziwiającym Panią Nosowską. Powodzenia! 



Recenzja: Przemek Ustymowicz
Korekta: Mariola Rokicka 
Link do płyty na spotifyhttps: //play.spotify.com/album/5lmufalwSoEM9DQcDuVGet

Czytaj dalej »

czwartek, 3 grudnia 2015

Zielone Ludki - Wczesny Retinoll

Uwielbiam stan, kiedy włączam płytę i od razu pojawiają się dreszcze, ale jeszcze lepsza jest sytuacja, gdy dreszcze nie znikają, dopóki płyta się nie skończy. Tak było w przypadku krążka muzyków z Działdowa. Z twórczością Zielonych Ludków zetknąłem się podczas oglądania programu Must Be The Music i już wtedy poczułem, że trafiłem na coś niezwykłego, bardzo oryginalnego, choć przy tym niełatwego w odbiorze. To coś płynęło z samej muzyki, a wzmocnione było osobowościami artystów, w tym przede wszystkim nieszablonowością Koto – Szynszyla, będącego ich znakiem rozpoznawczym. Nie wiem dlaczego, ale od razu zespół ten przykuł moją uwagę. O płycie wiedziałem już dawno, lecz w natłoku spraw umknęła mi ona zupełnie. Na szczęście wraz z kolejną edycją telewizyjnego show zespół przypomniał o sobie.




To prawda, że okładka płyty „Wczesny Retinoll” nie należy do specjalnie przekonywających. Nie rzuca się w oczy, ale też nie odpycha. Prosta, stonowana okładka to w sumie dobry pomysł muzyków, aby należycie powitać nas przed posłuchaniem muzyki. Zawsze wolę umiar od zbędnego przepychu.






Okazuje się, że tytuł płyty jest jednocześnie nazwą rodzaju muzyki, jaki wykonują artyści. Fakt, iż nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim terminem, w Polsce czy na Zachodzie, z taką muzyką. I na tym według mnie polega szczególna wartość zespołu, który okazał się na tyle kreatywny, że wypracował swój własny styl – oryginalne i emocjonalne brzmienie, wywołujące u odbiorcy wiele wrażeń.

Przy nagrywaniu płyty wykorzystano dużo syntetycznych brzmień, które docierają do uszu słuchacza, ani nie przeszkadzając, ani nie wywołując efektu znużenia. Wręcz przeciwnie:  znacznie wzmacniają muzyczne doznania. Właśnie to uwielbiam na tej płycie: zdobycze technologiczne wykorzystali muzycy celowo, z jakimś twórczym zamysłem, potrafili użyć nowoczesności tak, aby efekt nie był hałaśliwy czy niezrozumiały.




Oczywiście utwory z płyty nie ograniczają się do samych elektronicznych instrumentów. Świetną robotę wykonał tutaj perkusista zespołu, który uraczył nas ciekawymi rytmami, operując dodatkowo syntezatorem (tak przynajmniej bywa na koncertach). Całość dopełniają prosta gitara,  wygrywająca różne motywy, oraz niezła, mimo że nierzucająca się w ucho, linia basowa. Rezultatem takiego rozłożenia akcentów są spokojne dźwięki, od czasu do czasu przeplatające się z bardziej energicznymi rytmami. Muzyka, którą otrzymujemy, nie jest łatwa w odbiorze. Intryguje i nie tyle może wprawia w melancholię, co przejmuje dreszczem. Oryginalność motywów z pewnością sprawi, że nie wszyscy odbiorą ją tak samo. To wielka sztuka, zważywszy że momentami płyta wydaje się aż nazbyt monotonna. Kryje się w niej jednak jakaś tajemnica, potęgująca wywoływane emocje. 



Jeżeli chodzi o głos Michała Radzimińskiego, to w moim przekonaniu jego barwa stanowi idealne zwieńczenie prezentowanej muzyki. Choć niektórzy pewnie uznają ją za nużącą, mało wpadającą w ucho albo schodzącą na dalszy plan, mnie ona przekonuje, gdyż jest nietuzinkowa i dobrze dobrana do wykonywanych piosenek.  Plus, że jest to barwa głęboka – pozwala to wokaliście wprawić nas w nastrój zadumy i wzmocnić przeżywane przez nas emocje. Jak wspominałem we wstępie, wywołane dreszcze nie mijają po pierwszej piosence. To w dużej mierze także zasługa pana Michała.



Teksty piosenek również zmuszają do przemyśleń. Dotyczą ludzkiej egzystencji i wszystkiego, co nas otacza. Jednak aby to odkryć, trzeba uważnie się w nie wsłuchać. Nie należą one do tekstów łatwych, przy których można pić kawę, oglądać telewizję bądź rozmawiać z przyjacielem, naraz . Teksty te wymagają skupienia. 






Podsumowując: płyta wywołała u mnie pozytywne napięcie, towarzyszące mi od początku do końca. „Wczesny Retinoll” to mnóstwo emocji,  skrywana w dźwiękach tajemnica oraz subtelność doprawiona lekko rockowym brzmieniem. Do tego niebanalne, treściwe teksty, wnoszące coś w nasze życie.
Moje ocena jest wysoka: 8/10, tak na dobry początek. Życzę sukcesów i kolejnych świetnych pomysłów. Mam nadzieję, że Zielone Ludki utrzymają własny styl. Chętnie zobaczyłbym ten zespół podczas koncertu już na dużej klubowej scenie i liczę, że tak będzie.




Recenzja Przemek Ustymowicz,

Korekta Mariola Rokicka 
Czytaj dalej »

piątek, 6 listopada 2015

Semantyka - Cisza

Odkrycia możemy podzielić na te małe i na te większe oraz na te bardziej lub mniej znaczące. Moje odkrycie nie jest czymś wielkim, ale na pewno jest czymś znaczącym, jeżeli spojrzeć na to oczami fana muzyki. Mianowicie moje małe, lecz bardzo ważne odkrycie to zespół Semantyka, który pochodzi z Łodzi. Ostatnimi czasy wydał on album, który bardziej przypomina EP-kę – sam do końca nie wiem... Jest to dziełko, na które natknąłem się zupełnie przypadkiem – i bardzo dobrze, bo gdyby nie przypadek, możliwe, że nigdy o istnieniu Semantyki bym się nie dowiedział.





Na pierwszy ogień leci okładka, która prezentuje się nadzwyczaj skromnie. Minimalizm, spokój i harmonia są w zasadzie walorami tej okładki, według mnie całkiem udanej i pasującej do zgromadzonego na płycie materiału muzycznego. Czasem lepiej odstąpić od przesady, jedynie lekko zarysowując to, z czym za moment będziemy mieć do czynienia. Naprawdę korzystniej dostać zagadkę z wierzchu i rozwiązać ją po zajrzeniu do środka niż od razu otrzymać gotowe rozwiązanie.



Szybkim krokiem przejdę teraz do muzyki, którą śmiało można określić jako głośną ciszę. I właśnie owo określenie łączy wiele aspektów płyty: sam zespół, muzykę, okładkę etc.

W przypadku recenzowanej przeze mnie płyty muzyka jest głośną ciszą, która nie ma jednak nic wspólnego z hałasem, i to z tego krążka pan Piotr Rogucki powinien zaczerpnąć sposób obchodzenia się z elektronicznym brzmieniem. Po pierwsze nie spotkamy tutaj natłoku fonii, wyzwalającego mało przyjemne uczucie zagubienia i chaosu. Tym samym łatwo przeniknąć do sedna muzyki. Brzmienia nie trzaskają do drzwi, a zaledwie lekko w nie pukają. Po drugie muzyka gitarowa świetnie łączy się z nowoczesnością, wszystko z kolei podkreśla wyrazista linia basowa.





Motywy wykorzystane w utworach tworzą niezwykły, emocjonujący klimat, w którym mam ochotę pozostać jak najdłużej, zagłębiając się w kolejne rejony dźwięków. Co ciekawe, podczas pierwszego odsłuchania krążka muzyka wydawała mi się dość monotonna, jednak z każdym kolejnym odtworzeniem płyty odbierałem ją nieco inaczej i wyczuwałem całkiem inne smaki.



Mógłbym porównać ją tutaj do whisky, która z każdym łykiem zapewnia nam zupełnie inne odczucia. Niemniej jeżeli spróbujemy jej nie w porę lub za szybko, bez odpowiedniego delektowania się nią, możemy spotkać się z rozczarowaniem, a wtedy odstawimy ten trunek, nie dając mu już drugiej szansy. Podobnie jest z tym krążkiem: każdemu radzę posmakować go przynajmniej dwa razy, aby muzyka mogła wywołać w nim różne odczucia i emocje.


Jeśli chodzi o warstwę muzyczną, dostrzegam duże podobieństwo z zespołem The xx, który osobiście uwielbiam – według mnie tak właśnie jak u nich powinny brzmieć instrumenty połączone z elektroniką. Udaje się to osiągnąć również Semantyce, która świetnie łączy ze sobą dwa światy muzyczne, bez fundowania nam przy tym zbędnego wrzasku oraz zgubnego galimatiasu







Wokalistką zespołu jest pani Alicja Migda, dysponująca głosem, który okazał się dla mnie niemałym zaskoczeniem za sprawą jego niskiego brzmienia – spowodowało ono, że gdyby nie słowa, z których wynikało, iż chodzi o kobietę, byłbym przeświadczony, że piosenki wykonuje mężczyzna.

I na tym kończą się superlatywy. Teraz niestety będzie pod górkę. Wokalistka według mnie za mało raczy nas śpiewem, rezygnując z niego na rzecz recytowania. W efekcie otrzymujemy coś na wzór poezji śpiewanej. Linie melodyczne są jak na moje ucho zbyt do siebie podobne, prawie identyczne. Ma to w sobie pewien urok, który niekoniecznie wychwycą wszyscy słuchacze. Co prawda jednolitość ta czyni z poszczególnych historii jedną wspólną opowieść prezentowaną w kilku odmiennych sceneriach, jednak na ogół jest to minus, ponieważ monotonna melodia może znużyć.



Minusem jest też stonowanie wokalu, skutkiem czego ani mnie on nie uniósł, ani nie zdołał pogłębić przeżywanych doznań. Czyżby był to celowy zabieg związany z wciąż powracającym na płycie wrażeniem ciszy? A może tylko wynik zwyczajnego braku „wyrobienia muzycznego”, bo jak wiemy, zespół jest bardzo młodym tworem.


Co do tekstów, w większości są naprawdę mocno liryczne. Da się to wychwycić przy drugim czy trzecim odsłuchaniu, gdyż tak samo jak przy muzyce, tak i przy słowach potrzeba czasu, aby w utworach na pozór schematycznych odnaleźć  niepowtarzalne subtelności





Podsumowując: mimo drobnych niedociągnięć jest to album, który zapada w pamięć. Kiedy się go słucha, chce się jeszcze więcej i więcej. Niestety zostaliśmy uraczeni tylko sześcioma utworami, ale i one smakują wybornie. Pozornie kolejny z wielu mało wyrazistych krążków, skrywa on jednak wiele nietypowych rozwiązań, czym przykuwa uwagę. Nie ma tu natłoku, w którym poruszalibyśmy się jak po śnieżnych zaspach. Przeciwnie: otrzymujemy coś świeżego i lekkiego, gdzie połączenie nowoczesności z gitarami daje wspaniałe brzmienie.
Z czystym serduchem daję płycie 7/10. To na dobry początek przede wszystkim za odejście od schematu, celne połączenie elektroniki z gitarami oraz brzmieniowe wyciszenie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś usłyszę o Semantyce.


Recenzja, 

Przemek Ustymowicz 

Korekta, 

Mariola Rokicka 


link do płyty za darmo: https://play.spotify.com/album/3iEfqPJToCBF7CfZqgYpr2



Czytaj dalej »

wtorek, 13 października 2015

Mikromusic - Matka I Żony [Recenzja]

Jesień ze śniegiem gości za oknami, a we Wrocławiu znowu gorąco. Świeży wypiek prezentuje nam Mikromusic. Piąty krążek Pani Grosiak oraz spółki, wydaje się idealnym materiałem na jesienne melancholijne wieczory. A jak jest w rzeczywistości?



No i niestety, nie zaczyna się zbyt dobrze. Na samym początku dotyka mnie rozczarowanie, ponieważ miałem  wrażenie, iż patrzę na okładkę filmu z gatunku horror. Jest to naprawdę, jedna z najgorszych okładek, jakie kiedykolwiek widziałem i miałem możliwość oceniać. Gdyby okładka przekazywała jakieś podpowiedzi co do płyty, byłbym ją w stanie zrozumieć, ale jest to niecelny strzał wrocławskiej grupy, nadający się do Japońskiego filmu grozy. Szkoda. 



Z przykrością muszę też stwierdzić, że nigdy nie byłem fanem grupy Mikromusic. Parę numerów zdołałem przegryźć, przetrawić i powiem, że nawet smakowało. Stąd też do tego albumu zabierałem się z mieszanymi uczuciami. Przekonał mnie na pewno gatunek, ponieważ nieczęsto spotyka się zespół grający nu -jazz, czy trip - hop oraz drugą rzeczą, która skłoniła mnie do posłuchania albumu to głos głównodowodzącej. Zawsze dobrze poznać coś nowego oraz dać komuś jeszcze jedną szansę. 


Zabrałem się do słuchania. Na wstępie po dwóch minutach, rozmyślałem nad sensem słuchania płyty do końca. Numer pt. ''Krystyno'', był chyba gorszym pomysłem od okładki. Danie tej piosence, tak ważnej roli na płycie jest kolejnym niecelnym strzałem Mikromusic. Nie wiem dlaczego, akurat ten numer znalazł się jako  pierwszy, notabene najważniejszy, ponieważ on otwiera, wprowadza nas w klimat płyty, prezentuje emocje, przeżycia itd. 




Całe szczęście kul w magazynku jest wiele. Plusem płyty jest to, że jest w niej więcej energii, niż na poprzedniej, a głos Natalii Grosiak idealnie współgra z muzyką, nadając jej kobiecej łagodności. 
Grosiak daje nam możliwość poznania jej w tym albumie -  temat jest bardzo kobiecy i raczej spójny. Stąd też interpretuje tytuł albumu. 
Na pewno nowością jest też dynamika, wyróżniająca się z całej dyskografii grupy. Według mnie robi to dobrze zespołowi, ponieważ nadaje mu świeżości. 


Oczywiście płyta posiada, również melancholijne piosenki. A tutaj strzałem tym razem w sam środek okazał się numer, na którym gościnnie zaśpiewał Skubas, mianowicie ''Bezwładnie''. Osobiście dla mnie jest to najlepszy kawałek tej płyty, który jest dobrym lirykiem, posiada zgraną, bardzo delikatną oraz prostą kompozycje, a głos Skubasa współgra z wokalistką. 

Kolejną rzeczą, która broni płyty, przed moim ogniem krytyki są teksty. Tak, jak już wspomniałem temat jest kobiecy, spójny oraz liryczny. Snuje też domysł, że jednak płyta nie jest dla każdego. Niestety Mikromusic, posiada cechę, wywoływania innych emocji, niż większość zespołów. Jest to coś może bardziej dojrzałego i nie przeznaczonego dla prostego słuchacza, jakim jestem ja.



Nadszedł czas oceny. Nigdy nie zastanawiałem się tak długo, jak podsumować album i jaką ocenę mu nadać. Z jednej strony dużo wpadek i to na samym początku. Okładka filmu horror oraz pierwsza piosenka z jakże wybitną solówką na instrumencie klawiszowym. 
Z drugiej strony dobry, spójny, kobiecy liryk oraz udany feat. ze Skubasem. Ponadto kilka naprawdę energicznych ciekawych kompozycji oraz głos samej Pani Grosiak, daję spójną całość. 

Niestety pomimo kilku utworów, które naprawdę się spodobały to grupa dalej nie przekonuje mnie do siebie. Może jest to coś naprawdę trudnego z czym nie umiem się zmierzyć. Natomiast album może się spodobać, a na pewno spodoba się fanom zespołu. Dynamika, energia oraz teksty ratują album i w swoim gatunku, zapewne jest skarbem. 
Moja ocena to 5/10. Surowo będę patrzył na ten album i nie jestem pewien, czy kiedykolwiek do niego wrócę. Może kiedyś? Kiedy dojrzeję, zrozumiem, bądź pokocham spółkę Natalii Grosiak. 




Recenzja,
Przemek Ustymowicz


Link do płyty za darmo: https://play.spotify.com/artist/7JFi4ROpWvJU9ZMmHn8Yp5

Czytaj dalej »

niedziela, 11 października 2015

Mjut - 9 [recenzja]

Wracamy znowu do poprzedniego miesiąca, a dokładnie do płyty zespołu Mjut, który po pięciu latach raduje nas albumem pt. ''9''. Z braku czasu oraz lekkiej nieuwagi, nie miałem okazji przesłuchać płyty w dniu jej premiery, ale wszystko już zostało nadrobione. Panowie artyści kazali długo czekać, aby znowu można było usłyszeć ich w akcji, jednak wracają znowu na półki.




O okładce płyty powiem niewiele, ponieważ nie jest najlepszą okładką, ani najsłabszą jaką kiedykolwiek widziałem. Moje odczucia są inne i widziałbym ją zupełnie inaczej, lecz tak jak powiedziałem, nie jest źle i może znajdą się kolekcjonerzy, którzy będą cieszyć się jej widokiem.

 Ostatnia płyta oraz piosenki Mjut przyzwyczaiły mnie do niepowtarzalnego klimatu muzycznego, który wywołuje na moim ciele ciarki - wyrazistej linii basowej, świetnych motywów oraz melodii, a skończywszy na barwie głosu Patryka Kienasta, który jest delikatny, lecz kiedy trzeba naprawdę daje czadu.


Energia szczególnie jest odczuwalna właśnie na tym albumie, który jest nieco bardziej energiczny od swojego poprzednika. Dziewiątka nie zawiodła mnie wcale pod względem muzycznym jest to czego oczekiwałem. Słuchając piosenki ''Tyle, ile Chcę'', która została wydana długi czas przed premierą płyty, czułem zapowiedź czegoś naprawdę świetnego.




''9'', jest to połączenie naprawdę świetnych motywów gitarowych z lekką i klimatyczną elektroniką, która nadaję świetnego nowoczesnego brzmienia piosenką, które osobiście bardzo lubię . Wyrazisty bas oraz świetne wstawki drugiej gitary, powodują że słuchając płyty wyłączyłem się całkiem i przeniosłem się do muzycznego świata Panów z Trójmiasta.

Najlepszym jest to że album nie jest monotonny. Płyta zaczyna się mocno, wyraziście i brudno utworem ''Nietoperz Mówi Nie'', który zalatuje na kilometr Spiętym i Lao Che, inne utwory zaś brzmią typowo alternatywnie np. ''Tyle, ile Chcę'', który jest na pewno hitem tej płyty. Natomiast utwór ''Zły Los'' to już zupełnie inna bajka - ciekawe eksperymentowanie z dźwiękami daje nam naprawdę piosenkę, nad którą warto przystać na dłużej.

Teksty Mjut zawsze były oryginalne, dość trudne w odbiorze i nie każdemu na pewno mogły się spodobać. Podobnie jest na tej płycie, która jest bardziej optymistyczna, momentami można odczuć dość dosłowne oraz proste w przekazie słowa, jednak teksty są utrzymane na poziomie oraz w stylu Mjut, który osobiście uwielbiam.

Minusem natomiast jest ilość piosenek na płycie, która pozostawia po sobie niedosyt. Według mnie jak na tak długi okres czekania, artyście mogli uraczyć nas dwiema, bądź trzema piosenkami więcej. Natomiast liczy się jakość, a nie ilość i czasami lepiej pójść spać z niedosytem, niż przesycić się i nie powrócić więcej do tej samej restauracji.


Po pięciu latach czekania jestem bardzo zadowolony z płyty . Mjut kazał czekać, ale wydał krążek, który jest naprawdę dobrą alternatywą. Łączenie gitary z dźwiękami elektronicznymi wyszło zespołowi, jak najbardziej na plus. Teksty to niezła liryka, która nie każdemu musi się spodobać, lecz mi odpowiada głównie w całości.
Moja ocena to 8/10. Osobiście jestem fanem zespołu, oczekuję koncertu grupy i mam nadzieję, że na następny album nie będziemy musieli czekać kolejnych pięciu lat.



Recenzja,
Przemek Ustymowicz


link do płyty za darmo: https://play.spotify.com/artist/1wUHBeEqTjk4NEi2KacDih
Czytaj dalej »

piątek, 9 października 2015

Marcelina - Gonić Burzę (2015)

W końcu doczekałem się albumu, na który wypatrywałem z upragnieniem.  Marcelina słodka i grzeczna dziewczynka swoim głosem urzekła mnie dawno temu, dlatego stała się moją ulubioną polską artystką. Jej ostatnie albumy słuchało mi się na ogół z przyjemnością, dlatego oczekiwania na pewno wzrosły. W końcu doczekałem się jej trzeciego albumu pt. '' Gonić Burze'', za którego słuchanie zabrałem się z namiętnością.




Od razu powitała mnie trafiona okładka płyty. Nie wiem dlaczego, ale właśnie, tak wyobraziłem sobie Marcelinę piszącą teksty do tej płyty - leżącą w zamyśleniu, przy kubku herbaty rozmyślającą nad doborem słów. Prosta artystyczna fotografia - nic prostszego, aby okłada nie odstraszyła kolekcjonera, zanim ten przejdzie do słuchania płyty.


Płyta ''Gonić Burzę'' jest to świetny miszmasz muzyczny, który jak ulał pasuje na jesienne wieczory.
Kiedy Marcelina wypuściła do sieci singiel '' Nie Mogę Zasnąć'', pomyślałem: ''Wow, ale to ma w sobie dużo energii!''. Takiej też płyty zacząłem oczekiwać - energicznej, mocno gitarowej z jak zwykle dobrym tekstem. Dostałem natomiast wiele miłych zaskoczeń, oczywiście energii płycie nie brakuje w żadnym wypadku.

O muzykę nie martwiłem się w żadnym stopniu. Robert Cichy zadbał o dobry dźwięk gitary, aby nie był zbyt twardy, nieprzejrzysty i mało kobiecy. Cichy jest mistrzem różnego rodzaju zagrań oraz komponowania, a reszta muzyków m.in Michał Olesiński, Marcin Ułanowski oraz Jacek Szafraniec dopełnili wszystko swoimi instrumentami. Stworzyli w ten sposób muzykę, która jak najbardziej kojarzy mi się z twórczością Marceliny.

Artyści uraczyli nas rozmaitymi stylami. Mamy dużo utworów, które są mocno folkowe np utwór pt. ''Świt'', gdzie użyto gitary klasycznej, natomiast rockowym smaczkiem jest '' Nie Mogę Zasnąć''. Ciekawym rozwiązaniem też popisali się muzycy w utworze '' Liliowa'',  gdzie zrobiony został ciekawy, klimatyczny, również folkowy wstęp.
W utworach głównie dominuje gitara akustyczna, jednak jest ona dopełniana innymi instrumentami. Usłyszeć można również skrzypce, które sprawiają bardzo przyjemny folkowy klimat.



No i oczywiście całą muzykę swoim delikatnym i jedynym w swoim rodzaju głosem dopełnia Marcelina. Delikatnie porusza się pomiędzy dźwiękami, jest czuła oraz emocjonalna. Co sprawia dopełnienie idealne. Jak tutaj nie kochać jej głosu? Kobiece teksty oraz idealnie skomponowana muzyka tworzy spójną całość, której można słuchać w kółko i kółko.

Pani Stoszek w tej płycie udowodniła również swoją wszechstronność - poruszanie się pomiędzy ciepłymi utworami, następnie przechodząc na bardziej stanowcze kawałki, aż po rockowy utwór z pazurem to wymaga na pewno nie lada wyzwania.

Na płycie jest dużo tematów miłości i tego nie da się ukryć, jednak Marcelina według mnie pominęła wszelkie zapisane schemaciki takich piosenek - nie ma tutaj w kółko śpiewania o złamanym sercu, bólu oraz czekaniu na lepszy czas. Teksty to ładne liryczne historie, które słucha się z przyjemnością .
Przykładem jest utwór ''Liliowa'' jeden  z lepszych na tym albumie.
Kolejnym miłym smaczkiem jest piosenka pt. '' Jak Szepczą Mewy'' - bardzo dobra muzycznie , jednak najlepszym w tym jest dopełnienie wokalu Marceliny, przez wokal męski. Buduje to pewien romans, który świetnie pasuje w tej piosence. Takich smaczków mogłoby być więcej, lecz trzeba uważać, aby smaczek nie przerodził się w przesyt.





Całe szczęście na płycie nie ma przesytu, oklepanych tematów czy motywów. Płyta jest bardzo ciepła w stylu Marceliny, która świetnie balansuje pomiędzy różnymi stylami, leczy w tym utrzymując swój , który pozwoliła sobie zbudować, przez ostatnie lata.
Jej delikatność wypełnia muzykę, która jest skomponowana bardzo miękko, przejrzyście, a co najważniejsze jest różnorodna.

Moja ocena jest jasna i jednoznaczna ( wcale nie kierowałem się moją cichą miłością do artystki, haha). Album Marceliny  pt. ''Gonić Burzę'' otrzymuję ocenę 9/10.
Jestem przekonany, że nie raz jeszcze powrócę do tego krążka, a kilka  piosenek zawartych na płycie zrobi nie lada szum w świecie muzycznym,


Recenzja,

Przemek Ustymowicz


link do płyty za darmo: https://play.spotify.com/album/6yswp2JKseBB4mU0Hf1rQ7
Czytaj dalej »

piątek, 9 października 2015

Kortez - Bumerang (2015) [recenzja]

Minął muzyczny wrzesień, a mi przez moją nieuwagę umknęła, jedna bardzo ważna płyta. Na myśli mam płytę ''Bumerang'' Korteza. Pewnego czasu odpadł z programu Must Be The Music, jednak później zainteresowała się nim wytwórnia Jazzboy Records. Od tego momentu wszystko potoczyło się tak jak powinno, co przerodziło się w płytę wydaną we wrześniu.



 Znacie takie piosenki w których pierwsze dźwięki sprawiają ciarki na waszych rękach? Kiedy usłyszałem singiel ''Zostań'', właśnie tak się stało. Namiętnie maltretowałem przycisk, aby piosenka jeszcze raz uraczyła moje uszy. Niestety potem odłożyłem postać artysty, gdzieś na bok i kompletnie uleciała razem z tłem premiera krążka ''Bumerang''.
Standardowo muszę zacząć od okładki. Niestety moim zdaniem okładka nie jest wizytówką emocji oraz ogólnej otoczki płyty. Natomiast nie twierdzę, że sama w sobie jest brzydka. Wręcz przeciwnie jest bardzo minimalistyczna, prosta, a jak wiadomo przesadyzm i ogrom szczegółów jest zły. Natomiast patrząc na okładkę można spodziewać się czegoś innego, jednak tak naprawdę jest to najmniej istotny szczegół.






Kiedy zbliżyłem się do postaci Korteza, jako człowieka to słuchając jego płyty miałem wrażenie, że słucham samego artysty, jego duszy oraz emocji, które przede wszystkim nie są wymuszone w piosenkach. A jak wiemy, nie zawsze jest to odczuwalne. Czułem się jak, gdyby Kortez za pomocą płyty mówił: ''Dzień dobry, zapraszam was abyście poznali część mnie, część mojego życia, ale zróbcie to tak, aby każdy poznał mnie inaczej''. Piosenki to czyste emocje i liryka pierwszej klasy - połączona z lekką abstrakcją oraz naprawdę szczerą prostotą. W połączeniu z głosem, który delikatnie, bardzo nienachalnie wiódł mnie przez całą płytę - tworzą spójną całość. Dodatkowo muzyka, która na ogół, dla delikatnego profesjonalnego ucha, może wydawać się dość podobna i ciągła, ale jest to świetny zabieg, który nie przeszkadza Kortezowi, a jest dla niego jedynie pomocnym tłem, które buduje lekko tajemniczy oraz smutny klimat.
Ja osobiście odkryłem w tym albumie pewien rodzaj tęsknoty oraz strachu. Przed czym? Nie jestem w stanie tego jednoznacznie stwierdzić. Osobiście lubię smutną muzykę, a w utworach płyty '' Bumarang'' jest coś oryginalnego. Moim zdaniem cały sukces tkwi w barwie głosu Korteza oraz w tekstach , które w większości dla mnie to arcydzieło.


                           


"Zostań, jak nikt mnie znasz
Przecież dobrze wiesz
Boję się być sam''



Myślę, że po przesłuchaniu płyty, każdy na swój sposób pozna Korteza i jego emocje. Ja tę płytę przeżyłem bardzo mocno, ponieważ uczucia, które zostały wyśpiewane na płycie przedostały się do mojego wnętrza i poczułem się częścią muzyki. Jedno wiem na pewno płyta, jak tytułowy bumerang będzie wracać do słuchaczy i zostawi na pewno piętno uczuć.

Na pozór zwykły balladowy grajek, na którego talencie nie poznali się w telewizyjnym show. Według mnie bardzo dobrze, że tak się stało -  postać Korteza zupełnie nie pasuje do otoczki głośnych, pośpiesznych mediów. Jest on emocjonalnym, dojrzałym muzycznie artystą, a jego album wywołał we mnie wiele uczuć. Najlepiej krążka słuchać wieczorem w samotności w zamknięciu czterech ścian. Moim marzeniem będzie posłuchać go w samotnym domku, gdzieś w górach, gdzie nikt nie będzie przeszkadzał mi w odbiorze. Każde słowo na tej płycie jest po coś nie ma tutaj przypadków, dlatego moja ocena też nie będzie przypadkowa.

Z czystym sumieniem i radością mogę wystawić artyście 9/10 - za przepływ emocji, które nie są wymuszone, a jedynie przedstawiają samego piosenkarza. Kolejną rzeczą będą teksty w których nie ma przypadków, a pozwalają każdemu na zupełnie inny odbiór emocji.
Mam nadzieję, że płyta wróci do mnie jeszcze jak tytułowy bumerang, a na pewno znowu zamknę się z nią w samotności na 40 minutowy, namiętny, pełen emocji romans.



Recenzja,

Przemek Ustymowicz



Link do albumu za darmo - https://play.spotify.com/album/1dXikLZ5jGqZ3y3dfR0ugt

Czytaj dalej »

sobota, 19 września 2015

Video - Doskonale Wszystko Jedno - ''Prostota drogą do sukcesu!''

Sierpień 2015 rok. po 4 latach w końcu na rynku pojawia się album '' Doskonale Wszystko Jedno''. Oczekiwania są dość duże, po dobrym albumie '' Nie Obchodzi Nas Rock'', na którym znalazły się piosenki takie jak '' Papieros'',  ''Środa Czwartek'', ''Fantastyczny Lot'' i wiele innych.
Video wykreowało sobie przez ostatnie lata wizerunek zgranej ekipy, która każdego roku gra wiele udanych koncertów w różnych miejscach Polski. Hity wyżej wymienione często goszczą na listach rożnych stacji radiowy, a więc co tym razem szykuje nam płyta '' Doskonale Wszystko Jedno''?



No i sam początek zaczyna się bardzo dobrze! Okładka płyty jest strzałem w dziesiątkę - kaseta z ręcznie wykonanym napisem tytułu płyty, który został wykonany przez Wojtka. Jest to oldschoolowe rozwiązanie, które na pewno cieszy widokiem oraz jest gratką dla kolekcjonerów.

Płyta składa się z jedenastu utworów, które muzycznie  są całkowicie tym co Video zdążyło wypracować do tej pory. Nie twierdzę, że jest to odgrzewany kotlet dwóch ostatnich płyt, jednak oczekiwałem czegoś innego - jakiś innowacji, małych zmian po prostu czegoś nowego. Natomiast jest to styl, który Video wykreowało sobie na przestrzeni czasu i oczywiście to działa, bo dalej z przyjemnością wysłuchałem płyty dwukrotnie, a niektóre numery dodałem do własnej playlisty.





 Prostota według mnie idealnie opisuje, tę płytę.
 Prosta nieskomplikowana akordowa muzyka z chwytliwym motywem np. jak w piosence '' Wszystko Jedno''. Nie chcę, aby stwierdzenie to było odbierane negatywnie, ponieważ prostota w muzyce pop - rockowej naprawdę się sprawdza. Płyta posiada parę dobrych numerów takich  jak '' Wszystko Jedno'', ''Ktoś Nowy'', czy naprawdę energiczny ciekawy utwór '' Jestem Zerem'', który został napisany przez Pawła Stępnia - perkusistę zespołu.

Niestety, jeżeli chodzi o teksty to złożeni poeci oraz inni myślicie mogą odczuć rozczarowanie. Teksty są mało liryczne, więc co za tym idzie - sensu długo nie musimy się doszukiwać, chociaż z drugiej strony, czy jest to minus? Można powiedzieć, że nie. Video przyzwyczaiło mnie, że teksty ich piosenek są bardzo dosłowne, łatwe w odbiorze, lecz bardzo chwytliwe co sprawia, że na koncercie publiczność nawet jeżeli wcześniej nie słyszała utworu, może szybko podchwycić, chociażby refren, którejś z piosenek i nie odstawiać od reszty śpiewających fanów.  Myślę, że to wszystko też bardzo broni głos Wojtka, który naprawdę dla mnie jest jednym z lepszym wokalistów na Polskiej scenie rockowej.



Prostota drogą do sukcesu. Na pewno jest to jeden z elementów sław zespołu Video, który gra ze sobą od 2007 i do tego czasu zespół odniósł wiele sukcesów w swojej karierze.
Na pewno zdążyli przez ten spory czas wykreować sobie pozycje na polskim rynku muzycznym oraz zebrać masę fanów.
Trzecia płyta jest zupełnie taka jak sami muzycy oraz ich styl, który przez ostatnie dwie płyty praktycznie się nie zmienił, a dalej działa. Chwytliwe teksty z dobrą muzyką oraz jednym z lepszych wokali tworzą to co jest potrzebne w gatunku wykonywanym przez Video.
'' Doskonale Wszystko Jedno'' ode mnie otrzymuję ocenę 7/10. Za co? Na pewno za okładkę, która jest naprawdę świetnym oldschoolowym rozwiazaniem. Za stały styl, który wciąż się podoba, a na pewno nie nudzi oraz za kilka naprawdę udanych numerów, przy których publiczność koncertowa będzie świetnie się bawiła.
Płyta jest naprawdę dobrym, lecz nie najlepszym krążkiem zespołu, jednak dalej jest to kawałek solidnego pop - rockowego grania.


Recenzja Przemek Ustymowicz



Link do płyty za darmo na spotify: https://play.spotify.com/album/6Nx35xHMpcN18qhM4XogPS
Czytaj dalej »

środa, 16 września 2015

Bezsensu - Wszystko i nie tylko wszysto

Zespół z Zielonej Góry poznałem, kiedy usłyszałem ich cover grupy Happysad na serwisie YouTube. Jeden kawałek zrodził się w wielkie zainteresowanie grupą Bezsensu, a przede wszystkim zainteresowanie to padło ze względu na  styl oraz na barwę głosu Krzysztofa Garbaciaka, który w mojej opinii bardzo przypomina głos Artura Rojka. Od razu zacząłem czytać na temat grupy i jak się okazuje grupa teoretycznie powstała w 2006 roku, natomiast w praktyce dołączenie Krzysztofa do zespołu można uznać, za rozpoczęcie poważnej działalności. I już na swoim koncie posiadają kilka udanych koncertów z gwiazdami dużego rozmiaru. Tak przeszedłem do słuchania ich pierwszej płyty '' Co Tam Myślisz?'' z roku 2013, a następnie zacząłem oczekiwać zapowiadanej płyty na ten rok.





I w końcu doczekałem się albumu '' Wszystko i nie tylko wszystko'', który premierę miał w maju tego roku. Lecz za nim przejdziemy do muzyki muszę dodać kilka słów na temat okładki płyty. Gratulacje dla osoby, która zaprojektowała to dzieło. Już na samym początku zostałem zaintrygowany, pomysłem  okładki nieco tajemniczej z świetnie dobranymi kolorami, a co najważniejsze,  nie przesadzonej, która świetnie wprowadza nas w brzmienia i klimaty całej płyty. 



Po przesłuchaniu, było jedno wielkie wow! Nawet nie zdążyłem odczuć, że płyta się skończyła, a ja słucham jej już drugi raz. Po pierwsze brawa za niestandardowość muzyki. Jest to ogromny plus tej płyty, że cała muzyka jest bardzo doskonale przemyślana, ułożona, słychać w niej ciekawe  rozwiązania brzmieniowe, które łączą się w emocjonalną barwę. Myślę że fani spokojnych alternatywnych brzmień od razu zakochają się w brzmieniach gitary oraz klawiszy czy innych ciekawych instrumentów elektronicznych, jakie posiadają chłopaki z Bezsensu. A w szczególności trzeba uwzględnić, że grupa jest stosunkowa młoda na rynku muzycznym, a profesjonalizm komponowania utworów jak pozwolili  pokazać  w tej czy choćby w pierwszej płycie z 2013 roku jest ogromny, a co najważniejsze mocno w ich stylu. Płyta
'' Wszystko i nie tylko wszystko'' jest o wiele spokojniejsza od pierwszej wydanej 2 lata temu, lecz myślę że bardziej liryczna, a co najważniejsze płyta opowiada o czymś konkretnym. Mianowicie ja odczułem tutaj po prostu problematykę związaną z życiem i jego sensem, z przemijaniem oraz zwykłymi problemami. Wszystko to jest przekazane za pomocą świetnych tekstów, bardzo głębokich i liryczne, a nie koniecznie mocno rozbudowanych - tutaj na myśli mam utwór ''Tylko dzieci''. Utwór składa się właściwie z 3 zdania, lecz słowa osobiście chwyciły mnie za serce.

''Tylko dzieci to ludzie, później się z tego wyrasta.
Na spokojny sen zamiast bajek - lekarstwa.

Tylko dzieci to ludzie, później się z tego wyrasta.
Zamiast pytań o sens, wyuczone hasła.''


Myślę że jest to najkrótszy i najlepszy tekst jak kiedykolwiek słyszałem, a przede wszystkim niesie za sobą sens. Na płycie jest 9 innych numerów, które podobnie jak ten naprawdę wywołują wiele emocji i dają do myślenia. Moim zdaniem każdy z tych kawałków posiada w sobie coś nad czym możemy się pochylić, zatrzymać i pomyśleć - uświadomić wiele rzeczy związanych z naszą egzystencją. Chciałem dodać, że nazwy utworów to ciekawa zabawa słowami takimi jak nic, wszystko, zawsze, które też przewijają się w tekstach poszczególnych piosenek. A do całości świetnych tekstów oczywiście dokłada się reszta muzyków, która jak już wspomniałem ciekawymi rozwiązaniami dźwiękowym, bardzo niestandardowymi, które sprawiają, że cała płyta posiada swoisty klimat, buduje wiele emocji oraz uczuć. Osobiście trafiła w moje serce i długo z niego nie wyleci. 


Zachwyt, emocje, świetna zabawa, przemyślenia to co pozostawia płyta grupy Bezsensu. Kłaniam się nisko za robotę, która mogła dać mi wiele przeżyć. Grupa jak na młody zespół w wielkim basenie muzycznym pokazała klasę i to że nie wszystko musi, być robione wedle schematów oraz standardowych zagrań. Myślę,że każda osoba, która odnajduje się w klimatycznych spokojnych brzmieniach alternatywnych pokocha tę płytę. 
Przyszedł czas na ocenę, a z racji tej że płyta urzekła mnie w stu procentach, grupa otrzymuje ocenę 9/10 . Za dobrą robotę oraz za coś do czego będę wracał nieraz za coś co będzie długo pozostawiało dla mnie tematy do rozmyślań.  Oczywiście życzę grupie powodzenia w dalszej karierze, którą na pewno prężnie będę śledził. Oraz udanej trasy koncertowej z moim ulubionym zespołem Happysad, która odpędzie się jesienią tego roku. Mam nadzieje, że zawitam na któryś z koncertów i będę mógł na żywo przeżyć emocje dawane przez grupę z Zielonej Góry. 


Recenzja Przemek Ustymowicz 



Link do płyty za darmo na spotify: https://play.spotify.com/album/1rtGzBan330eo1Lb8ugrBm

Czytaj dalej »

wtorek, 15 września 2015

Neony - Uniform, granie prosto z Wysp Brytyjskich

'' Samo to że jesteś energie wyzwala'' te słowa idealnie opisują druga płytę wrocławskiego zespołu Neony, który kazał czekać na swój drugi album zatytułowany ''Uniform'' dość długi czas. Chociaż nieco spokojniejsza od pierwszej płyty, jednak dalej w klimatach dobrego energicznego nowoczesnego rocka. Na pewno lekkiej inspiracji muzycy zaczerpnęli z brytyjskich brzmień, lecz dalej jest to swoisty klimat, emocje oraz energia Neonów, które doskonale brzmiały w pierwszej płycie '' Niewolnicy Weekendu'' , a po dodaniu nieco elektronicznych motywów wszystko tworzy się w swoisty klimat.



Płyta Uniform zawiera w sobie 10 piosenek, które jak wspomniałem bardzo podchodzą pod granie typowo brytyjskie, ale myślę, że mogę się pokusić o zdanie, że słyszę też tutaj podobieństwo do zespołu Muchy. Oczywiście nie oskarżam o kopiowanie prze chłopaków numerów, lecz niektóre piosenki maja podobny klimat. Czego możemy spodziewać się po płycie? Osobiście płyta wciągnęła mnie w wyjątkową podróż bardzo świeżą, nowoczesną, która z minuty na minute sprawiała, że chciałem brnąć w głąb częstować się niespodziankami i smaczkami tej płyty. Połączenie chwytliwych tekstów  do tego motywy elektroniczne połączone z świetnie brzmiącym basem doprawione brzmieniem gitary Dawida - wszystko to tworzy klimat, który przenosi nas w dobrą nowoczesną 40 minutową podróż. A ją otwiera numer '' Niebieskie Światło'', który moim zdaniem mógł dostać inny numerek w kolejności. Oczywiście nie mówię, że numer nie jest udany, lecz myślę, że pasuje jako lekka przerwa między takimi utworami, jak ''Uniform'' czy ''Ostatni''. Tak wiem, zacząłem od słów właśnie tej piosenki, może jednak coś w niej jest, że pcha się do przodu.
Jeżeli chodzi o teksty nie należą do tych mega skomplikowanych, przy których doszukujemy się sensu przed otwartymi słownikami. Według mnie jest to zupełnie niepotrzebne, zespołowi z Wrocławia, ponieważ sama muzyka uzupełnia prosty, jednak w swojej prostocie bardzo dobry tekst, który w żadnym wypadku nie zalatuje tandetą. Ja dopatrzyłem się tutaj wielu wspomnień, emocji oraz dużo zabawy. Tutaj chciałem wymienić na pewno utwór '' Legalna Moskwa'', który został umieszczony na serwisie YouTube, jako singiel promujący tę płytę. Kiedy usłyszałem tę piosenkę po raz pierwszy, od razu przeszły mnie ciarki. Poczułem tutaj wiele emocji i to bardzo ciekawe brzmienie muzyki. Do tego w tekstach jest wiele odniesień do popkultury co jest bardzo dobrym pomysłem. Oczywiście wszystkie te teksty są doskonale zaśpiewane przez Dawida Zająca.





'' Chętnie się wybiorę z Tobą, na turniej z przeszkodami, zawody z problemami'' -  mogę przytoczyć te słowa na zakończenie tej recenzji. Uniform naprawdę dostarczył mi wiele radości, emocji oraz wiele dobrej muzyki. Utwory takie jak '' Legalna Moskwa'', ''Ostatni'' czy ''Winda'' to prawdziwy majstersztyk muzyki alternatywnej. Świetny wykon wokalny jaki instrumentalny, idealnie połączony z nutką nowoczesnej elektroniki to wszystko kształtuje klimat tej płyty. Każdemu kto jest fanem naprawdę dobrej muzyki prosto z Wysp Brytyjskich myślę, że znajdzie tutaj kawałek swojego brzemienia i kto wie może jak ja powróć kilkukrotnie do Uniformu. Moja skromna ocena to mocna 8, za co? Za piękność w prostocie jeżeli chodzi o teksty, dobrze wyrównane brzmienia elektroniczne, jaki i gitarowe, za dobry wokal oraz jakiś niepowtarzalny klimat Neonów, który naprawdę bardzo lubię z tej jak i z pierwszej płyt zespołu.


Recenzja Przemek Ustymowicz



https://play.spotify.com/album/2R48DGbsUBZWMjOtsOqrW0 - link do płyty za darmo na spotify

Czytaj dalej »

Moja lista blogów