Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 września 2016

Hey - Błysk [recenzja] ''Spałam, gdy się kończył świat...''

„Spałam, gdy się kończył świat’”... Oj, dreszcz jest i będzie przez długi czas. Z powodu mojej długiej absencji teraz nadrabiam swoje zaległości. W oczekiwaniu na nową płytę Comy z czeluści mojego umysłu wygrzebałem wiadomość, że Hey wydał nową płytę. Od razu zabrałem się do słuchania. Niektórzy mówią, że o Hey już nie warto łamać pióra, bo wiadomo, co trzeba napisać. Ja jednak zdecydowałem się ująć „Błysk” w kilka błyskotliwych, a może nie słów.




Co do okładki, to dostrzegam ostatnio, że artyści wybierają całkowity minimalizm przy tworzeniu swoich okładek. Okładka nowego krążka Hey doskonale wpisuje się w ten trend: zwykła okładka z jakimś napisem – tak w skrócie można ją opisać. Prezentuje słaby poziom? Niekoniecznie. Na pewno nie przyciąga, raczej kłuje w oczy swoim jaskrawym kolorem – w końcu błysk to błysk, i być może o to tu chodzi. Pomysł pewnie i ciekawy, ale do mnie nie trafia. Może rację mają ci, którzy mówią, że nieważne to, co jest z zewnątrz, liczy się wnętrze, dlatego przejdźmy do ‘’duszy’’ płyty.



Przed Panią Katarzyną Nosowską chylę czoła. Jest to postać wyjątkowa, której nie da się nie znać. Dlatego każdy nowy album grupy Hey jest dla mnie czymś wyjątkowym, a kiedy usłyszałem, że Hey ma powrócić do gitarowego grania, moje oczy zapaliły się niczym świeczki. Jednak tylko głupiec mógłby myśleć, że nowa płyta sięgnie do korzeni i znowu z naszych głośników będą leciały dźwięki grunge’a. 

Płyta otwiera się piosenką „Szum”, która jak żadna inna kojarzy mi się z samą wokalistką. Jest mocny klimat – pesymistyczny i budzący niepokój, wywoływany melodeklamacją Katarzyny Nosowskiej. Do tego z ogromnym ładunkiem emocji. Po prostu cudo! 

Nosowska nie skłamała w zapowiedziach, gdyż rzeczywiście mamy tutaj dużo gitarowego grania – przykładem tego mogą być „Szum” czy „Prędko, prędzej”. Szczególnie w tym drugim utworze robi wrażenie dobry riff oraz wyrazista solówka, bardzo przypominająca stary Hey. Przygotowując płytę, zespół postawił na rytmikę, dlatego punktem szczególnym jest tutaj sekcja rytmiczna.  Przewodzą wyraźny bas, idący w kierunku groove’u, oraz perkusja. Nie brak też hipnotyzujących melodii gitarowych i klawiszowych dźwięków, a co ważne, harmonii nadaje wyrazista elektronika, która nie burzy jednak spójności utworów ani nie przeszkadza innym instrumentom. 

Utwory są różnorodne: w jednych smaczkiem jest to, w innych tamto. Za jedną z lepszych piosenek uważam utwór „Cud” – bardzo łagodny, kojący, przywołujący baśniową nastrojowość. Podobnie otwierająca krążek piosenka „Błysk’’ tworzy niepowtarzalną atmosferę – słuchając jej, czułem się, jakbym szedł sam przez ciemny las, wkoło wszystko powoli się burzyło, a w uszach dzwonił tylko głos Nosowskiej. W kawałku „Prędko, prędzej” urzekły mnie powrót do stylu zespołu i wybitna solówka, w „Hej, hej, hej” – końcówka, gdzie pobrzmiewa wiele głosów ze szczyptą elektroniki. Za to daniem głównym dla każdego fana elektroniki i sprytnych innowacyjnych rozwiązań jest „I tak w kółko’”, piosenka aż kipiąca elektroniką i lekko psychodelicznymi rozwiązaniami. Szczerze powiedziawszy, przydałoby się więcej takich utworów – elektronicznych z mroczną, budzącą napięcie melodeklamacją Nosowskiej, bo już zdążyłem się otworzyć na nowe alternatywno-rockowe brzmienie Hey. 

A sama linia wokalna? Nosowska dużo kombinuje, ale jej wolno. Z pewnością nie nudzi słuchaczy. Raz mocno wykorzystuje chrypę, innym razem śpiewa niezwykle delikatnie. Czasem mogłoby się wydawać, że za dużo tu kombinacji, ale jest coś w jej głosie, co porywa. Bywa w utworach innych grup, że wokal jest tłem dla melodii, tutaj nie ma miejsca na takie zabiegi. Piosenkarka przewodzi swoim głosem, znacząco nadaje brzmienia, wypełnia muzykę. Efekt? To wydanie Nosowskiej z „Błysku” z dotychczasowych odsłon podoba mi się najbardziej.  


Jeżeli zna się dorobek Katarzyny Nosowskiej, wiadomym jest, że liryka jej utworów jest specyficzna. W tekstach z najnowszego albumu  porusza wiele kwestii, z tym że dominują teksty osobiste. Taką anegdotą może być tekst utworu „Ku Słońcu”, nawiązujący do historii jej matki, którą od niej usłyszała. To historia o panu, który zaczepił matkę artystki na ulicy Ku Słońcu w Szczecinie, pytając o jej sąsiada(Chyba tak to było!). Teraz ona kończy tę historię, opowiadając o Panu ciemnej karnacji – sir Alfonzo Moralezie, który przybył do Polski w poszukiwaniu lepszego życia. W utworach z krążka dużo również nawiązań do natury, ciekawych porównań i opisów. Najbardziej lirycznymi utworami są „Cud” i „Błysk”. Teksty nie są łatwe w odbiorze, chociaż w moim odczuciu łatwiejsze i lżejsze od tych z poprzednich albumów. Praktycznie każdy z utworów wywołał we mnie jakieś przeżycie. Wyjątkiem jest piosenka „Historie” – dużo słabsza na tle pozostałych . 



Bez wątpienia krążek „Błysk” pokazał, że zespół Hej, już kultowy na polskiej scenie, nadal potrafi proponować  świeże dźwięki, bawić się formą, poruszać odbiorcę tekstem i melodią, słowem: czerpać z muzyki to, co najlepsze. W efekcie utwory, które składają się na krążek, wywołują wiele ciepła, ale kiedy trzeba, pobudzają nas zimnym powiewem. Świetnie przenoszą w inną rzeczywistość, a przecież w sztuce o to chodzi. 

Jako że nie ma rzeczy doskonałych i zawsze można się do czegoś przyczepić (głównie okładka i „Historie”...), ja z czystym sumieniem płycie „Błysk” w skali 0-10 daję ocenę 9, i to nie za sprawą  samej wokalistki czy ze względu na dorobek i doświadczenie zespołu. Dobra robota to dobra robota! Zwłaszcza że od uznanych formacji zawsze oczekuje się wysokiego poziomu. Tu z pewnością został on utrzymany. Życzę z całego serca przynajmniej jeszcze jednej płyty tak dobrej jak ta, wielu koncertów i tego, że pewnego dnia znajdę się w tłumie podziwiającym Panią Nosowską. Powodzenia! 



Recenzja: Przemek Ustymowicz
Korekta: Mariola Rokicka 
Link do płyty na spotifyhttps: //play.spotify.com/album/5lmufalwSoEM9DQcDuVGet

Czytaj dalej »

wtorek, 20 września 2016

Akurat - Nowy Lepszy Świat [recenzja albumu]

Po czterech latach od wydania ostatniej płyty zespół Akurat powraca do nas z nowym albumem, tworzonym w Red House Studio. W  czasie tej przerwy  dużo  się działo: Piotr Wróbel brał udział w solowym projekcie, natomiast Wojtek Żółty z kapelą The Polish wydali wspólny album. Czy te muzyczne eskapady znalazły swój wydźwięk na płycie? Odpowiedź na to pytanie uzyskać można za każdym razem, gdy włącza się krążek, ponieważ bielszczanie przygotowali dla nas coś zupełnie innego, do czego „fan,fan,fan...” nie jest przyzwyczajony. Czy płyta okażę się nowym, lepszym muzycznym światem, czy też nie? Czy miłość będzie, czy nie będzie miłości?

Standardowo zacznę od okładki płyty, która zrobiona została starannie i z profesjonalnym rozmachem, a wykorzystano do niej wycinek ujęcia z teledysku singla „Nowy Lepszy Świat’’. Każdy „łasuch” płytowy będzie zadowolony z niestandardowego podejścia grafika i choć zaprezentowana wizja świata równie dobrze może zachwycać, jak i przerażać, okładka niewątpliwie odbiorcę zachwyci.
               

  Wielkie bum wokół Akurat zrobiło się po zaprezentowaniu singla promującego płytę. Singiel, zatytułowany tak samo jak płyta: „Nowy Lepszy Świat’’, przykuł uwagę ludzi nowością brzmienia. Ja jednak, przyzwyczajony do prostego gitarowego grania, nastawiony byłem sceptycznie, bo innowacyjne rozwiązania muzyczne nie pasowały mi do tego zespołu, który znam już od dawna. Przełomowy dla mnie okazał się singiel „Miłość’’ . Po odsłuchaniu tej piosenki nie byłem w stanie przestać włączać jej na nowo. Cały chodziłem w emocjach.
Pomyślałem wtedy, że może to zapowiedź ważnego wydarzenia muzycznego. Nie pozostało mi jednak nic innego jak cierpliwie poczekać do wydania albumu. Ukazał się on 9 września.
Co o samym albumie? Są w nim lepsze i gorsze momenty. Zrażą się na pewno te osoby, które stronią od unowocześniania brzmienia, elektroniki i innych tego typu rozwiązań.  Co prawda chwilami trochę przesadzono z wykorzystaniem elektroniki, jednak w połączeniu z resztą instrumentów broni się ona sama, a nawet dodaje smaczków, zwłaszcza gdy razem z sekcją dętą tworzy spójną, oryginalną całość.


Myślę, że najmocniejszą stroną muzyczną płyty jest właśnie sekcja dęta. Perfekcyjnie łączy elektroniczne motywy, tworząc klimat muzyki reggae. A że nie brakuje przy tym dobrej linii gitarowej oraz wyraźnego basu i rytmów perkusji, momentami słucha się tego bardzo przyjemnie.
No i oczywiście całość domyka głos Piotra Wróbla: delikatny i melancholijny, świetnie balansujący między dźwiękami. Z pewnością może utkwić w pamięci na długo, tak jak stało się w moim przypadku po solowym projekcie wokalisty.

Oddzielnie chciałbym odnieść się do utworu ‘’Miłość”, który ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Nie zaskakuje nas liryką na miarę wybitnych poetów, ale przekazuje prawdziwe i bardzo aktualne treści w delikatnym wydaniu. Kolejny raz okazuje się, że liryzm i prostota potrafią wyjątkowo poruszyć odbiorcę. Dużo ‘’miłości’’ znajduje się też w muzyce. Utwór jest subtelny, melancholijny, a na końcu wybucha, tak jak miłość. Coś pięknego!
Innymi utworami zasługującymi według mnie na wyróżnienie są „Klin” oraz „Butelki i Kamienie”

Zwłaszcza ten drugi utrzymany jest w klimatach gitarowej muzyki, które lubię.
Teksty może nie zachwycą zagorzałych miłośników poezji, gdyż brak tutaj skomplikowanych metafor, do rozszyfrowania których potrzebne wielogodzinne rozmyślania. Prezentują jednak dobry poziom i dotyczą problemów współczesnego człowieka. Mnie szczególnie ujęło przesłanie utworu „Miłość”, o czym już wcześniej wspominałem.  Drugim takim tekstem, na który trzeba zwrócić uwagę,  jest „Klin”. Wydaje się on osobistym tekstem Pana Piotra, który nadaje nam bardzo przejrzysty przekaz. Teksty są bardzo różnorodne, zatem każdy znajdzie w nich coś własnego. 

Niestety są tu też utwory przeciętne, np. „Sędzia” czy „Lato Festiwalowe”, które szczególnie nie przypadły do mojego gustu.


Podsumowując: albumowi należy się ogromny plus za wyrazistą sekcję dętą i nietuzinkowy głos Pana Piotra. Co do oceny, to trudno mi ją wystawić. Z jednej strony otrzymujemy dużo nowości i niespodzianek, nie zawsze jednak celnych i dopasowanych. Z drugiej strony dużo tu dobrych tekstów, obok kilku nieudanych – tzw. „zapchajdziur”.
Ostatecznie decyduję się na 6 z mocnym plusem. Myślę, że brzmienie albumu jest nowością, także dla muzyków, i musi jeszcze minąć trochę czasu, aby czuło się w tym lekkość.
Czekam na kolejny album, licząc, że pojawi się on w krótszym odstępie czasu. Życzę zespołowi powodzenia oraz udanego promowania albumu na koncertach. Mam nadzieję, że kiedyś gdzieś się spotkamy.


Recenzja - Przemek Ustymowicz
Korekta - Mariola Rokicka
Link do płyty na spotify: https://play.spotify.com/album/3rgQIHIzxAMHvSaL9gF8p1

Czytaj dalej »

piątek, 9 października 2015

Kortez - Bumerang (2015) [recenzja]

Minął muzyczny wrzesień, a mi przez moją nieuwagę umknęła, jedna bardzo ważna płyta. Na myśli mam płytę ''Bumerang'' Korteza. Pewnego czasu odpadł z programu Must Be The Music, jednak później zainteresowała się nim wytwórnia Jazzboy Records. Od tego momentu wszystko potoczyło się tak jak powinno, co przerodziło się w płytę wydaną we wrześniu.



 Znacie takie piosenki w których pierwsze dźwięki sprawiają ciarki na waszych rękach? Kiedy usłyszałem singiel ''Zostań'', właśnie tak się stało. Namiętnie maltretowałem przycisk, aby piosenka jeszcze raz uraczyła moje uszy. Niestety potem odłożyłem postać artysty, gdzieś na bok i kompletnie uleciała razem z tłem premiera krążka ''Bumerang''.
Standardowo muszę zacząć od okładki. Niestety moim zdaniem okładka nie jest wizytówką emocji oraz ogólnej otoczki płyty. Natomiast nie twierdzę, że sama w sobie jest brzydka. Wręcz przeciwnie jest bardzo minimalistyczna, prosta, a jak wiadomo przesadyzm i ogrom szczegółów jest zły. Natomiast patrząc na okładkę można spodziewać się czegoś innego, jednak tak naprawdę jest to najmniej istotny szczegół.






Kiedy zbliżyłem się do postaci Korteza, jako człowieka to słuchając jego płyty miałem wrażenie, że słucham samego artysty, jego duszy oraz emocji, które przede wszystkim nie są wymuszone w piosenkach. A jak wiemy, nie zawsze jest to odczuwalne. Czułem się jak, gdyby Kortez za pomocą płyty mówił: ''Dzień dobry, zapraszam was abyście poznali część mnie, część mojego życia, ale zróbcie to tak, aby każdy poznał mnie inaczej''. Piosenki to czyste emocje i liryka pierwszej klasy - połączona z lekką abstrakcją oraz naprawdę szczerą prostotą. W połączeniu z głosem, który delikatnie, bardzo nienachalnie wiódł mnie przez całą płytę - tworzą spójną całość. Dodatkowo muzyka, która na ogół, dla delikatnego profesjonalnego ucha, może wydawać się dość podobna i ciągła, ale jest to świetny zabieg, który nie przeszkadza Kortezowi, a jest dla niego jedynie pomocnym tłem, które buduje lekko tajemniczy oraz smutny klimat.
Ja osobiście odkryłem w tym albumie pewien rodzaj tęsknoty oraz strachu. Przed czym? Nie jestem w stanie tego jednoznacznie stwierdzić. Osobiście lubię smutną muzykę, a w utworach płyty '' Bumarang'' jest coś oryginalnego. Moim zdaniem cały sukces tkwi w barwie głosu Korteza oraz w tekstach , które w większości dla mnie to arcydzieło.


                           


"Zostań, jak nikt mnie znasz
Przecież dobrze wiesz
Boję się być sam''



Myślę, że po przesłuchaniu płyty, każdy na swój sposób pozna Korteza i jego emocje. Ja tę płytę przeżyłem bardzo mocno, ponieważ uczucia, które zostały wyśpiewane na płycie przedostały się do mojego wnętrza i poczułem się częścią muzyki. Jedno wiem na pewno płyta, jak tytułowy bumerang będzie wracać do słuchaczy i zostawi na pewno piętno uczuć.

Na pozór zwykły balladowy grajek, na którego talencie nie poznali się w telewizyjnym show. Według mnie bardzo dobrze, że tak się stało -  postać Korteza zupełnie nie pasuje do otoczki głośnych, pośpiesznych mediów. Jest on emocjonalnym, dojrzałym muzycznie artystą, a jego album wywołał we mnie wiele uczuć. Najlepiej krążka słuchać wieczorem w samotności w zamknięciu czterech ścian. Moim marzeniem będzie posłuchać go w samotnym domku, gdzieś w górach, gdzie nikt nie będzie przeszkadzał mi w odbiorze. Każde słowo na tej płycie jest po coś nie ma tutaj przypadków, dlatego moja ocena też nie będzie przypadkowa.

Z czystym sumieniem i radością mogę wystawić artyście 9/10 - za przepływ emocji, które nie są wymuszone, a jedynie przedstawiają samego piosenkarza. Kolejną rzeczą będą teksty w których nie ma przypadków, a pozwalają każdemu na zupełnie inny odbiór emocji.
Mam nadzieję, że płyta wróci do mnie jeszcze jak tytułowy bumerang, a na pewno znowu zamknę się z nią w samotności na 40 minutowy, namiętny, pełen emocji romans.



Recenzja,

Przemek Ustymowicz



Link do albumu za darmo - https://play.spotify.com/album/1dXikLZ5jGqZ3y3dfR0ugt

Czytaj dalej »

środa, 16 września 2015

Bezsensu - Wszystko i nie tylko wszysto

Zespół z Zielonej Góry poznałem, kiedy usłyszałem ich cover grupy Happysad na serwisie YouTube. Jeden kawałek zrodził się w wielkie zainteresowanie grupą Bezsensu, a przede wszystkim zainteresowanie to padło ze względu na  styl oraz na barwę głosu Krzysztofa Garbaciaka, który w mojej opinii bardzo przypomina głos Artura Rojka. Od razu zacząłem czytać na temat grupy i jak się okazuje grupa teoretycznie powstała w 2006 roku, natomiast w praktyce dołączenie Krzysztofa do zespołu można uznać, za rozpoczęcie poważnej działalności. I już na swoim koncie posiadają kilka udanych koncertów z gwiazdami dużego rozmiaru. Tak przeszedłem do słuchania ich pierwszej płyty '' Co Tam Myślisz?'' z roku 2013, a następnie zacząłem oczekiwać zapowiadanej płyty na ten rok.





I w końcu doczekałem się albumu '' Wszystko i nie tylko wszystko'', który premierę miał w maju tego roku. Lecz za nim przejdziemy do muzyki muszę dodać kilka słów na temat okładki płyty. Gratulacje dla osoby, która zaprojektowała to dzieło. Już na samym początku zostałem zaintrygowany, pomysłem  okładki nieco tajemniczej z świetnie dobranymi kolorami, a co najważniejsze,  nie przesadzonej, która świetnie wprowadza nas w brzmienia i klimaty całej płyty. 



Po przesłuchaniu, było jedno wielkie wow! Nawet nie zdążyłem odczuć, że płyta się skończyła, a ja słucham jej już drugi raz. Po pierwsze brawa za niestandardowość muzyki. Jest to ogromny plus tej płyty, że cała muzyka jest bardzo doskonale przemyślana, ułożona, słychać w niej ciekawe  rozwiązania brzmieniowe, które łączą się w emocjonalną barwę. Myślę że fani spokojnych alternatywnych brzmień od razu zakochają się w brzmieniach gitary oraz klawiszy czy innych ciekawych instrumentów elektronicznych, jakie posiadają chłopaki z Bezsensu. A w szczególności trzeba uwzględnić, że grupa jest stosunkowa młoda na rynku muzycznym, a profesjonalizm komponowania utworów jak pozwolili  pokazać  w tej czy choćby w pierwszej płycie z 2013 roku jest ogromny, a co najważniejsze mocno w ich stylu. Płyta
'' Wszystko i nie tylko wszystko'' jest o wiele spokojniejsza od pierwszej wydanej 2 lata temu, lecz myślę że bardziej liryczna, a co najważniejsze płyta opowiada o czymś konkretnym. Mianowicie ja odczułem tutaj po prostu problematykę związaną z życiem i jego sensem, z przemijaniem oraz zwykłymi problemami. Wszystko to jest przekazane za pomocą świetnych tekstów, bardzo głębokich i liryczne, a nie koniecznie mocno rozbudowanych - tutaj na myśli mam utwór ''Tylko dzieci''. Utwór składa się właściwie z 3 zdania, lecz słowa osobiście chwyciły mnie za serce.

''Tylko dzieci to ludzie, później się z tego wyrasta.
Na spokojny sen zamiast bajek - lekarstwa.

Tylko dzieci to ludzie, później się z tego wyrasta.
Zamiast pytań o sens, wyuczone hasła.''


Myślę że jest to najkrótszy i najlepszy tekst jak kiedykolwiek słyszałem, a przede wszystkim niesie za sobą sens. Na płycie jest 9 innych numerów, które podobnie jak ten naprawdę wywołują wiele emocji i dają do myślenia. Moim zdaniem każdy z tych kawałków posiada w sobie coś nad czym możemy się pochylić, zatrzymać i pomyśleć - uświadomić wiele rzeczy związanych z naszą egzystencją. Chciałem dodać, że nazwy utworów to ciekawa zabawa słowami takimi jak nic, wszystko, zawsze, które też przewijają się w tekstach poszczególnych piosenek. A do całości świetnych tekstów oczywiście dokłada się reszta muzyków, która jak już wspomniałem ciekawymi rozwiązaniami dźwiękowym, bardzo niestandardowymi, które sprawiają, że cała płyta posiada swoisty klimat, buduje wiele emocji oraz uczuć. Osobiście trafiła w moje serce i długo z niego nie wyleci. 


Zachwyt, emocje, świetna zabawa, przemyślenia to co pozostawia płyta grupy Bezsensu. Kłaniam się nisko za robotę, która mogła dać mi wiele przeżyć. Grupa jak na młody zespół w wielkim basenie muzycznym pokazała klasę i to że nie wszystko musi, być robione wedle schematów oraz standardowych zagrań. Myślę,że każda osoba, która odnajduje się w klimatycznych spokojnych brzmieniach alternatywnych pokocha tę płytę. 
Przyszedł czas na ocenę, a z racji tej że płyta urzekła mnie w stu procentach, grupa otrzymuje ocenę 9/10 . Za dobrą robotę oraz za coś do czego będę wracał nieraz za coś co będzie długo pozostawiało dla mnie tematy do rozmyślań.  Oczywiście życzę grupie powodzenia w dalszej karierze, którą na pewno prężnie będę śledził. Oraz udanej trasy koncertowej z moim ulubionym zespołem Happysad, która odpędzie się jesienią tego roku. Mam nadzieje, że zawitam na któryś z koncertów i będę mógł na żywo przeżyć emocje dawane przez grupę z Zielonej Góry. 


Recenzja Przemek Ustymowicz 



Link do płyty za darmo na spotify: https://play.spotify.com/album/1rtGzBan330eo1Lb8ugrBm

Czytaj dalej »

wtorek, 15 września 2015

Neony - Uniform, granie prosto z Wysp Brytyjskich

'' Samo to że jesteś energie wyzwala'' te słowa idealnie opisują druga płytę wrocławskiego zespołu Neony, który kazał czekać na swój drugi album zatytułowany ''Uniform'' dość długi czas. Chociaż nieco spokojniejsza od pierwszej płyty, jednak dalej w klimatach dobrego energicznego nowoczesnego rocka. Na pewno lekkiej inspiracji muzycy zaczerpnęli z brytyjskich brzmień, lecz dalej jest to swoisty klimat, emocje oraz energia Neonów, które doskonale brzmiały w pierwszej płycie '' Niewolnicy Weekendu'' , a po dodaniu nieco elektronicznych motywów wszystko tworzy się w swoisty klimat.



Płyta Uniform zawiera w sobie 10 piosenek, które jak wspomniałem bardzo podchodzą pod granie typowo brytyjskie, ale myślę, że mogę się pokusić o zdanie, że słyszę też tutaj podobieństwo do zespołu Muchy. Oczywiście nie oskarżam o kopiowanie prze chłopaków numerów, lecz niektóre piosenki maja podobny klimat. Czego możemy spodziewać się po płycie? Osobiście płyta wciągnęła mnie w wyjątkową podróż bardzo świeżą, nowoczesną, która z minuty na minute sprawiała, że chciałem brnąć w głąb częstować się niespodziankami i smaczkami tej płyty. Połączenie chwytliwych tekstów  do tego motywy elektroniczne połączone z świetnie brzmiącym basem doprawione brzmieniem gitary Dawida - wszystko to tworzy klimat, który przenosi nas w dobrą nowoczesną 40 minutową podróż. A ją otwiera numer '' Niebieskie Światło'', który moim zdaniem mógł dostać inny numerek w kolejności. Oczywiście nie mówię, że numer nie jest udany, lecz myślę, że pasuje jako lekka przerwa między takimi utworami, jak ''Uniform'' czy ''Ostatni''. Tak wiem, zacząłem od słów właśnie tej piosenki, może jednak coś w niej jest, że pcha się do przodu.
Jeżeli chodzi o teksty nie należą do tych mega skomplikowanych, przy których doszukujemy się sensu przed otwartymi słownikami. Według mnie jest to zupełnie niepotrzebne, zespołowi z Wrocławia, ponieważ sama muzyka uzupełnia prosty, jednak w swojej prostocie bardzo dobry tekst, który w żadnym wypadku nie zalatuje tandetą. Ja dopatrzyłem się tutaj wielu wspomnień, emocji oraz dużo zabawy. Tutaj chciałem wymienić na pewno utwór '' Legalna Moskwa'', który został umieszczony na serwisie YouTube, jako singiel promujący tę płytę. Kiedy usłyszałem tę piosenkę po raz pierwszy, od razu przeszły mnie ciarki. Poczułem tutaj wiele emocji i to bardzo ciekawe brzmienie muzyki. Do tego w tekstach jest wiele odniesień do popkultury co jest bardzo dobrym pomysłem. Oczywiście wszystkie te teksty są doskonale zaśpiewane przez Dawida Zająca.





'' Chętnie się wybiorę z Tobą, na turniej z przeszkodami, zawody z problemami'' -  mogę przytoczyć te słowa na zakończenie tej recenzji. Uniform naprawdę dostarczył mi wiele radości, emocji oraz wiele dobrej muzyki. Utwory takie jak '' Legalna Moskwa'', ''Ostatni'' czy ''Winda'' to prawdziwy majstersztyk muzyki alternatywnej. Świetny wykon wokalny jaki instrumentalny, idealnie połączony z nutką nowoczesnej elektroniki to wszystko kształtuje klimat tej płyty. Każdemu kto jest fanem naprawdę dobrej muzyki prosto z Wysp Brytyjskich myślę, że znajdzie tutaj kawałek swojego brzemienia i kto wie może jak ja powróć kilkukrotnie do Uniformu. Moja skromna ocena to mocna 8, za co? Za piękność w prostocie jeżeli chodzi o teksty, dobrze wyrównane brzmienia elektroniczne, jaki i gitarowe, za dobry wokal oraz jakiś niepowtarzalny klimat Neonów, który naprawdę bardzo lubię z tej jak i z pierwszej płyt zespołu.


Recenzja Przemek Ustymowicz



https://play.spotify.com/album/2R48DGbsUBZWMjOtsOqrW0 - link do płyty za darmo na spotify

Czytaj dalej »

Moja lista blogów