Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemek Ustymowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemek Ustymowicz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 listopada 2015

Semantyka - Cisza

Odkrycia możemy podzielić na te małe i na te większe oraz na te bardziej lub mniej znaczące. Moje odkrycie nie jest czymś wielkim, ale na pewno jest czymś znaczącym, jeżeli spojrzeć na to oczami fana muzyki. Mianowicie moje małe, lecz bardzo ważne odkrycie to zespół Semantyka, który pochodzi z Łodzi. Ostatnimi czasy wydał on album, który bardziej przypomina EP-kę – sam do końca nie wiem... Jest to dziełko, na które natknąłem się zupełnie przypadkiem – i bardzo dobrze, bo gdyby nie przypadek, możliwe, że nigdy o istnieniu Semantyki bym się nie dowiedział.





Na pierwszy ogień leci okładka, która prezentuje się nadzwyczaj skromnie. Minimalizm, spokój i harmonia są w zasadzie walorami tej okładki, według mnie całkiem udanej i pasującej do zgromadzonego na płycie materiału muzycznego. Czasem lepiej odstąpić od przesady, jedynie lekko zarysowując to, z czym za moment będziemy mieć do czynienia. Naprawdę korzystniej dostać zagadkę z wierzchu i rozwiązać ją po zajrzeniu do środka niż od razu otrzymać gotowe rozwiązanie.



Szybkim krokiem przejdę teraz do muzyki, którą śmiało można określić jako głośną ciszę. I właśnie owo określenie łączy wiele aspektów płyty: sam zespół, muzykę, okładkę etc.

W przypadku recenzowanej przeze mnie płyty muzyka jest głośną ciszą, która nie ma jednak nic wspólnego z hałasem, i to z tego krążka pan Piotr Rogucki powinien zaczerpnąć sposób obchodzenia się z elektronicznym brzmieniem. Po pierwsze nie spotkamy tutaj natłoku fonii, wyzwalającego mało przyjemne uczucie zagubienia i chaosu. Tym samym łatwo przeniknąć do sedna muzyki. Brzmienia nie trzaskają do drzwi, a zaledwie lekko w nie pukają. Po drugie muzyka gitarowa świetnie łączy się z nowoczesnością, wszystko z kolei podkreśla wyrazista linia basowa.





Motywy wykorzystane w utworach tworzą niezwykły, emocjonujący klimat, w którym mam ochotę pozostać jak najdłużej, zagłębiając się w kolejne rejony dźwięków. Co ciekawe, podczas pierwszego odsłuchania krążka muzyka wydawała mi się dość monotonna, jednak z każdym kolejnym odtworzeniem płyty odbierałem ją nieco inaczej i wyczuwałem całkiem inne smaki.



Mógłbym porównać ją tutaj do whisky, która z każdym łykiem zapewnia nam zupełnie inne odczucia. Niemniej jeżeli spróbujemy jej nie w porę lub za szybko, bez odpowiedniego delektowania się nią, możemy spotkać się z rozczarowaniem, a wtedy odstawimy ten trunek, nie dając mu już drugiej szansy. Podobnie jest z tym krążkiem: każdemu radzę posmakować go przynajmniej dwa razy, aby muzyka mogła wywołać w nim różne odczucia i emocje.


Jeśli chodzi o warstwę muzyczną, dostrzegam duże podobieństwo z zespołem The xx, który osobiście uwielbiam – według mnie tak właśnie jak u nich powinny brzmieć instrumenty połączone z elektroniką. Udaje się to osiągnąć również Semantyce, która świetnie łączy ze sobą dwa światy muzyczne, bez fundowania nam przy tym zbędnego wrzasku oraz zgubnego galimatiasu







Wokalistką zespołu jest pani Alicja Migda, dysponująca głosem, który okazał się dla mnie niemałym zaskoczeniem za sprawą jego niskiego brzmienia – spowodowało ono, że gdyby nie słowa, z których wynikało, iż chodzi o kobietę, byłbym przeświadczony, że piosenki wykonuje mężczyzna.

I na tym kończą się superlatywy. Teraz niestety będzie pod górkę. Wokalistka według mnie za mało raczy nas śpiewem, rezygnując z niego na rzecz recytowania. W efekcie otrzymujemy coś na wzór poezji śpiewanej. Linie melodyczne są jak na moje ucho zbyt do siebie podobne, prawie identyczne. Ma to w sobie pewien urok, który niekoniecznie wychwycą wszyscy słuchacze. Co prawda jednolitość ta czyni z poszczególnych historii jedną wspólną opowieść prezentowaną w kilku odmiennych sceneriach, jednak na ogół jest to minus, ponieważ monotonna melodia może znużyć.



Minusem jest też stonowanie wokalu, skutkiem czego ani mnie on nie uniósł, ani nie zdołał pogłębić przeżywanych doznań. Czyżby był to celowy zabieg związany z wciąż powracającym na płycie wrażeniem ciszy? A może tylko wynik zwyczajnego braku „wyrobienia muzycznego”, bo jak wiemy, zespół jest bardzo młodym tworem.


Co do tekstów, w większości są naprawdę mocno liryczne. Da się to wychwycić przy drugim czy trzecim odsłuchaniu, gdyż tak samo jak przy muzyce, tak i przy słowach potrzeba czasu, aby w utworach na pozór schematycznych odnaleźć  niepowtarzalne subtelności





Podsumowując: mimo drobnych niedociągnięć jest to album, który zapada w pamięć. Kiedy się go słucha, chce się jeszcze więcej i więcej. Niestety zostaliśmy uraczeni tylko sześcioma utworami, ale i one smakują wybornie. Pozornie kolejny z wielu mało wyrazistych krążków, skrywa on jednak wiele nietypowych rozwiązań, czym przykuwa uwagę. Nie ma tu natłoku, w którym poruszalibyśmy się jak po śnieżnych zaspach. Przeciwnie: otrzymujemy coś świeżego i lekkiego, gdzie połączenie nowoczesności z gitarami daje wspaniałe brzmienie.
Z czystym serduchem daję płycie 7/10. To na dobry początek przede wszystkim za odejście od schematu, celne połączenie elektroniki z gitarami oraz brzmieniowe wyciszenie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś usłyszę o Semantyce.


Recenzja, 

Przemek Ustymowicz 

Korekta, 

Mariola Rokicka 


link do płyty za darmo: https://play.spotify.com/album/3iEfqPJToCBF7CfZqgYpr2



Czytaj dalej »

poniedziałek, 19 października 2015

Tabu - Meteory (2015)

''Meteory'' to czwarty album studyjny grupy Tabu, która pochodzi z moich rejonów, czyli ze Śląska.
Panowie mieli okazję zagrać już kilka dobrych koncertów, m.in. na PrzystankuWoodstock, na którym udało się im zdobyć Złotego Bączka, czy w radiowej Czwórce. Zdobyli także kilka nagród w różnych festiwalach reggae.


Nie mogło być inaczej  –  również ich najnowszy album utrzymany jest w tradycjach muzyki reggae. Czego wymagam od takiego gatunku? Przede wszystkim dobrej zabawy, aby muzyka mogła mnie nieść i odprężać, przy tym zachowując dość składny liryczny tekst opowiadający jakąś historię.









Tabu funduje nam bardzo przejrzystą okładkę, bardzo adekwatną do tytuły płyty. W końcu uraczony zostałem czymś, czym mogłem przełknąć gorycz, którą odczułem po obejrzeniu okładki ostatniej płyty – „Mikromusic”. Być może mogłaby ona jeszcze bardziej oddawać klimat zachowany na krążku, myślę jednak, że podobnie, jak ja nikt inny nie będzie nią zawiedziony. 


Zacznijmy od aspektu muzycznego: ujmując to metaforycznie, mogę powiedzieć, że muzyka z „Meteorów” rozchodzi się po moim ciele w postaci ciarek, w szczególności wtedy, kiedy słyszę bardzo wyrazistą sekcję dętą. Zespół zagwarantował mi dużą dawkę zarówno pozytywnej energii, jak i świetnej zabawy.

Saksofon oraz inne instrumenty dęte wprost „wbiły mnie w krzesło”, zwłaszcza w piosence pt. ''Nie damy się”.  Bardzo dobrze brzmią również gitary, które przeplatają się z „dęciakami”, wzajemnie sobie nie przeszkadzając. Mamy możliwość usłyszeć oprócz tego instrumenty klawiszowe, subtelnie dopełniające brzmienie płyty niczym łagodny smaczek wyrafinowaną potrawę.





Cała niemal płyta utrzymana jest w klimacie reggae – to energetyczne piosenki, wprawiające słuchaczy w dobry nastrój. Poniekąd płyta odbiega od standardowych brzmień, wyraźnie jest słyszalne w piosence pt. ''Ładuj'', która reggae właściwie nie przypomina - myślę jednak, że jest to bardzo dobre zagranie ze strony twórców, ponieważ dostajemy pewna odskocznie, która na pewno dobrze działa na słuchacza.

Myślę, że muzyka stanowi mocny punkt płyty, z pewnością mocniejszy od wokalu, bo nie ukrywajmy: ten na tle muzyki wypada o wiele gorzej. Co prawda głos Rafała Karwota nie jest zły, jednak nie pociąga tak bardzo, jak dzieje się to w przypadku innych wykonawców piosenek tego gatunku. Oczywiście każdy posiada własne wzorce i upodobania, lecz niestety mnie głos Karwota, nie poniósł, tak jakbym tego oczekiwał. 







Ale fenomen Tabu leży nie tylko w dynamicznej muzyce, lecz także w zerwaniu schematów tekstowych, jeżeli chodzi o gatunek. Muszę przyznać, że słuchałem ich z dużym zaciekawieniem, tym bardziej że znudziło mnie już słuchanie piosenek reggae o marihuanie, jej legalizacji bądź walce z Babilonem. Tabu odbiega od oklepanych schematów ganjy i tym podobnych. Swoimi tekstami zabiera nas w podróż po różnorodnych tematach – czasem miłosnych, innym razem egzystencjalnych.

Chociaż teksty piosenek nie są zbyt głębokie ani przepojone liryzmem, nie przeszkadza mi to jednak, skoro nastawione są na dawanie „paweru” oraz radości. Nie zalatują za to tandetą. Na pewno ich główną cechą jest to, że po krótkim momencie wpadają w ucho. Po usłyszeniu paru słów z takich  piosenek jak '”Moje miasto'' czy ''Nie damy się'' od razu sam zacząłem śpiewać, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. 







Żywiołowość, zabawa, świetna sekcja dęta oraz odejście od tekstowych schematów to w mojej ocenie niepodważalne walory płyty „Meteory”. Mimo że rzadko słucham muzyki reggae, a na pewno płyt tego gatunku, zespół Tabu zachęcił mnie, by częściej sięgać po rytmy Rasta.

Z czystym sercem daję tej płycie 8/10. Życzę zespołowi wielu sukcesów i czekam na okazję, aby udać się na koncert grupy. Mam nadzieję, że dalej będą raczyć nas energią oraz świetną muzyką.







Recenzja, 

Przemek Ustymowicz


Korekta Mariola Rokicka

link do płyty za darmo: https://play.spotify.com/album/7lpJUCjdaHIshXGOgmTTFN

Czytaj dalej »

wtorek, 13 października 2015

Mikromusic - Matka I Żony [Recenzja]

Jesień ze śniegiem gości za oknami, a we Wrocławiu znowu gorąco. Świeży wypiek prezentuje nam Mikromusic. Piąty krążek Pani Grosiak oraz spółki, wydaje się idealnym materiałem na jesienne melancholijne wieczory. A jak jest w rzeczywistości?



No i niestety, nie zaczyna się zbyt dobrze. Na samym początku dotyka mnie rozczarowanie, ponieważ miałem  wrażenie, iż patrzę na okładkę filmu z gatunku horror. Jest to naprawdę, jedna z najgorszych okładek, jakie kiedykolwiek widziałem i miałem możliwość oceniać. Gdyby okładka przekazywała jakieś podpowiedzi co do płyty, byłbym ją w stanie zrozumieć, ale jest to niecelny strzał wrocławskiej grupy, nadający się do Japońskiego filmu grozy. Szkoda. 



Z przykrością muszę też stwierdzić, że nigdy nie byłem fanem grupy Mikromusic. Parę numerów zdołałem przegryźć, przetrawić i powiem, że nawet smakowało. Stąd też do tego albumu zabierałem się z mieszanymi uczuciami. Przekonał mnie na pewno gatunek, ponieważ nieczęsto spotyka się zespół grający nu -jazz, czy trip - hop oraz drugą rzeczą, która skłoniła mnie do posłuchania albumu to głos głównodowodzącej. Zawsze dobrze poznać coś nowego oraz dać komuś jeszcze jedną szansę. 


Zabrałem się do słuchania. Na wstępie po dwóch minutach, rozmyślałem nad sensem słuchania płyty do końca. Numer pt. ''Krystyno'', był chyba gorszym pomysłem od okładki. Danie tej piosence, tak ważnej roli na płycie jest kolejnym niecelnym strzałem Mikromusic. Nie wiem dlaczego, akurat ten numer znalazł się jako  pierwszy, notabene najważniejszy, ponieważ on otwiera, wprowadza nas w klimat płyty, prezentuje emocje, przeżycia itd. 




Całe szczęście kul w magazynku jest wiele. Plusem płyty jest to, że jest w niej więcej energii, niż na poprzedniej, a głos Natalii Grosiak idealnie współgra z muzyką, nadając jej kobiecej łagodności. 
Grosiak daje nam możliwość poznania jej w tym albumie -  temat jest bardzo kobiecy i raczej spójny. Stąd też interpretuje tytuł albumu. 
Na pewno nowością jest też dynamika, wyróżniająca się z całej dyskografii grupy. Według mnie robi to dobrze zespołowi, ponieważ nadaje mu świeżości. 


Oczywiście płyta posiada, również melancholijne piosenki. A tutaj strzałem tym razem w sam środek okazał się numer, na którym gościnnie zaśpiewał Skubas, mianowicie ''Bezwładnie''. Osobiście dla mnie jest to najlepszy kawałek tej płyty, który jest dobrym lirykiem, posiada zgraną, bardzo delikatną oraz prostą kompozycje, a głos Skubasa współgra z wokalistką. 

Kolejną rzeczą, która broni płyty, przed moim ogniem krytyki są teksty. Tak, jak już wspomniałem temat jest kobiecy, spójny oraz liryczny. Snuje też domysł, że jednak płyta nie jest dla każdego. Niestety Mikromusic, posiada cechę, wywoływania innych emocji, niż większość zespołów. Jest to coś może bardziej dojrzałego i nie przeznaczonego dla prostego słuchacza, jakim jestem ja.



Nadszedł czas oceny. Nigdy nie zastanawiałem się tak długo, jak podsumować album i jaką ocenę mu nadać. Z jednej strony dużo wpadek i to na samym początku. Okładka filmu horror oraz pierwsza piosenka z jakże wybitną solówką na instrumencie klawiszowym. 
Z drugiej strony dobry, spójny, kobiecy liryk oraz udany feat. ze Skubasem. Ponadto kilka naprawdę energicznych ciekawych kompozycji oraz głos samej Pani Grosiak, daję spójną całość. 

Niestety pomimo kilku utworów, które naprawdę się spodobały to grupa dalej nie przekonuje mnie do siebie. Może jest to coś naprawdę trudnego z czym nie umiem się zmierzyć. Natomiast album może się spodobać, a na pewno spodoba się fanom zespołu. Dynamika, energia oraz teksty ratują album i w swoim gatunku, zapewne jest skarbem. 
Moja ocena to 5/10. Surowo będę patrzył na ten album i nie jestem pewien, czy kiedykolwiek do niego wrócę. Może kiedyś? Kiedy dojrzeję, zrozumiem, bądź pokocham spółkę Natalii Grosiak. 




Recenzja,
Przemek Ustymowicz


Link do płyty za darmo: https://play.spotify.com/artist/7JFi4ROpWvJU9ZMmHn8Yp5

Czytaj dalej »

piątek, 9 października 2015

Marcelina - Gonić Burzę (2015)

W końcu doczekałem się albumu, na który wypatrywałem z upragnieniem.  Marcelina słodka i grzeczna dziewczynka swoim głosem urzekła mnie dawno temu, dlatego stała się moją ulubioną polską artystką. Jej ostatnie albumy słuchało mi się na ogół z przyjemnością, dlatego oczekiwania na pewno wzrosły. W końcu doczekałem się jej trzeciego albumu pt. '' Gonić Burze'', za którego słuchanie zabrałem się z namiętnością.




Od razu powitała mnie trafiona okładka płyty. Nie wiem dlaczego, ale właśnie, tak wyobraziłem sobie Marcelinę piszącą teksty do tej płyty - leżącą w zamyśleniu, przy kubku herbaty rozmyślającą nad doborem słów. Prosta artystyczna fotografia - nic prostszego, aby okłada nie odstraszyła kolekcjonera, zanim ten przejdzie do słuchania płyty.


Płyta ''Gonić Burzę'' jest to świetny miszmasz muzyczny, który jak ulał pasuje na jesienne wieczory.
Kiedy Marcelina wypuściła do sieci singiel '' Nie Mogę Zasnąć'', pomyślałem: ''Wow, ale to ma w sobie dużo energii!''. Takiej też płyty zacząłem oczekiwać - energicznej, mocno gitarowej z jak zwykle dobrym tekstem. Dostałem natomiast wiele miłych zaskoczeń, oczywiście energii płycie nie brakuje w żadnym wypadku.

O muzykę nie martwiłem się w żadnym stopniu. Robert Cichy zadbał o dobry dźwięk gitary, aby nie był zbyt twardy, nieprzejrzysty i mało kobiecy. Cichy jest mistrzem różnego rodzaju zagrań oraz komponowania, a reszta muzyków m.in Michał Olesiński, Marcin Ułanowski oraz Jacek Szafraniec dopełnili wszystko swoimi instrumentami. Stworzyli w ten sposób muzykę, która jak najbardziej kojarzy mi się z twórczością Marceliny.

Artyści uraczyli nas rozmaitymi stylami. Mamy dużo utworów, które są mocno folkowe np utwór pt. ''Świt'', gdzie użyto gitary klasycznej, natomiast rockowym smaczkiem jest '' Nie Mogę Zasnąć''. Ciekawym rozwiązaniem też popisali się muzycy w utworze '' Liliowa'',  gdzie zrobiony został ciekawy, klimatyczny, również folkowy wstęp.
W utworach głównie dominuje gitara akustyczna, jednak jest ona dopełniana innymi instrumentami. Usłyszeć można również skrzypce, które sprawiają bardzo przyjemny folkowy klimat.



No i oczywiście całą muzykę swoim delikatnym i jedynym w swoim rodzaju głosem dopełnia Marcelina. Delikatnie porusza się pomiędzy dźwiękami, jest czuła oraz emocjonalna. Co sprawia dopełnienie idealne. Jak tutaj nie kochać jej głosu? Kobiece teksty oraz idealnie skomponowana muzyka tworzy spójną całość, której można słuchać w kółko i kółko.

Pani Stoszek w tej płycie udowodniła również swoją wszechstronność - poruszanie się pomiędzy ciepłymi utworami, następnie przechodząc na bardziej stanowcze kawałki, aż po rockowy utwór z pazurem to wymaga na pewno nie lada wyzwania.

Na płycie jest dużo tematów miłości i tego nie da się ukryć, jednak Marcelina według mnie pominęła wszelkie zapisane schemaciki takich piosenek - nie ma tutaj w kółko śpiewania o złamanym sercu, bólu oraz czekaniu na lepszy czas. Teksty to ładne liryczne historie, które słucha się z przyjemnością .
Przykładem jest utwór ''Liliowa'' jeden  z lepszych na tym albumie.
Kolejnym miłym smaczkiem jest piosenka pt. '' Jak Szepczą Mewy'' - bardzo dobra muzycznie , jednak najlepszym w tym jest dopełnienie wokalu Marceliny, przez wokal męski. Buduje to pewien romans, który świetnie pasuje w tej piosence. Takich smaczków mogłoby być więcej, lecz trzeba uważać, aby smaczek nie przerodził się w przesyt.





Całe szczęście na płycie nie ma przesytu, oklepanych tematów czy motywów. Płyta jest bardzo ciepła w stylu Marceliny, która świetnie balansuje pomiędzy różnymi stylami, leczy w tym utrzymując swój , który pozwoliła sobie zbudować, przez ostatnie lata.
Jej delikatność wypełnia muzykę, która jest skomponowana bardzo miękko, przejrzyście, a co najważniejsze jest różnorodna.

Moja ocena jest jasna i jednoznaczna ( wcale nie kierowałem się moją cichą miłością do artystki, haha). Album Marceliny  pt. ''Gonić Burzę'' otrzymuję ocenę 9/10.
Jestem przekonany, że nie raz jeszcze powrócę do tego krążka, a kilka  piosenek zawartych na płycie zrobi nie lada szum w świecie muzycznym,


Recenzja,

Przemek Ustymowicz


link do płyty za darmo: https://play.spotify.com/album/6yswp2JKseBB4mU0Hf1rQ7
Czytaj dalej »

piątek, 9 października 2015

Kortez - Bumerang (2015) [recenzja]

Minął muzyczny wrzesień, a mi przez moją nieuwagę umknęła, jedna bardzo ważna płyta. Na myśli mam płytę ''Bumerang'' Korteza. Pewnego czasu odpadł z programu Must Be The Music, jednak później zainteresowała się nim wytwórnia Jazzboy Records. Od tego momentu wszystko potoczyło się tak jak powinno, co przerodziło się w płytę wydaną we wrześniu.



 Znacie takie piosenki w których pierwsze dźwięki sprawiają ciarki na waszych rękach? Kiedy usłyszałem singiel ''Zostań'', właśnie tak się stało. Namiętnie maltretowałem przycisk, aby piosenka jeszcze raz uraczyła moje uszy. Niestety potem odłożyłem postać artysty, gdzieś na bok i kompletnie uleciała razem z tłem premiera krążka ''Bumerang''.
Standardowo muszę zacząć od okładki. Niestety moim zdaniem okładka nie jest wizytówką emocji oraz ogólnej otoczki płyty. Natomiast nie twierdzę, że sama w sobie jest brzydka. Wręcz przeciwnie jest bardzo minimalistyczna, prosta, a jak wiadomo przesadyzm i ogrom szczegółów jest zły. Natomiast patrząc na okładkę można spodziewać się czegoś innego, jednak tak naprawdę jest to najmniej istotny szczegół.






Kiedy zbliżyłem się do postaci Korteza, jako człowieka to słuchając jego płyty miałem wrażenie, że słucham samego artysty, jego duszy oraz emocji, które przede wszystkim nie są wymuszone w piosenkach. A jak wiemy, nie zawsze jest to odczuwalne. Czułem się jak, gdyby Kortez za pomocą płyty mówił: ''Dzień dobry, zapraszam was abyście poznali część mnie, część mojego życia, ale zróbcie to tak, aby każdy poznał mnie inaczej''. Piosenki to czyste emocje i liryka pierwszej klasy - połączona z lekką abstrakcją oraz naprawdę szczerą prostotą. W połączeniu z głosem, który delikatnie, bardzo nienachalnie wiódł mnie przez całą płytę - tworzą spójną całość. Dodatkowo muzyka, która na ogół, dla delikatnego profesjonalnego ucha, może wydawać się dość podobna i ciągła, ale jest to świetny zabieg, który nie przeszkadza Kortezowi, a jest dla niego jedynie pomocnym tłem, które buduje lekko tajemniczy oraz smutny klimat.
Ja osobiście odkryłem w tym albumie pewien rodzaj tęsknoty oraz strachu. Przed czym? Nie jestem w stanie tego jednoznacznie stwierdzić. Osobiście lubię smutną muzykę, a w utworach płyty '' Bumarang'' jest coś oryginalnego. Moim zdaniem cały sukces tkwi w barwie głosu Korteza oraz w tekstach , które w większości dla mnie to arcydzieło.


                           


"Zostań, jak nikt mnie znasz
Przecież dobrze wiesz
Boję się być sam''



Myślę, że po przesłuchaniu płyty, każdy na swój sposób pozna Korteza i jego emocje. Ja tę płytę przeżyłem bardzo mocno, ponieważ uczucia, które zostały wyśpiewane na płycie przedostały się do mojego wnętrza i poczułem się częścią muzyki. Jedno wiem na pewno płyta, jak tytułowy bumerang będzie wracać do słuchaczy i zostawi na pewno piętno uczuć.

Na pozór zwykły balladowy grajek, na którego talencie nie poznali się w telewizyjnym show. Według mnie bardzo dobrze, że tak się stało -  postać Korteza zupełnie nie pasuje do otoczki głośnych, pośpiesznych mediów. Jest on emocjonalnym, dojrzałym muzycznie artystą, a jego album wywołał we mnie wiele uczuć. Najlepiej krążka słuchać wieczorem w samotności w zamknięciu czterech ścian. Moim marzeniem będzie posłuchać go w samotnym domku, gdzieś w górach, gdzie nikt nie będzie przeszkadzał mi w odbiorze. Każde słowo na tej płycie jest po coś nie ma tutaj przypadków, dlatego moja ocena też nie będzie przypadkowa.

Z czystym sumieniem i radością mogę wystawić artyście 9/10 - za przepływ emocji, które nie są wymuszone, a jedynie przedstawiają samego piosenkarza. Kolejną rzeczą będą teksty w których nie ma przypadków, a pozwalają każdemu na zupełnie inny odbiór emocji.
Mam nadzieję, że płyta wróci do mnie jeszcze jak tytułowy bumerang, a na pewno znowu zamknę się z nią w samotności na 40 minutowy, namiętny, pełen emocji romans.



Recenzja,

Przemek Ustymowicz



Link do albumu za darmo - https://play.spotify.com/album/1dXikLZ5jGqZ3y3dfR0ugt

Czytaj dalej »

Moja lista blogów