Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2015. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 listopada 2015

Kobiety - Podarte Sukienki

Zespół Kobiety został założony w 1999 roku, ja natomiast usłyszałem o nim dopiero niedawno przy okazji słuchania singla promującego ich nową płytę. To potwierdza, iż w Polsce jest masa świetnych zespół i nawet najbardziej zagorzały fan muzyki, będący na bieżąco z ostatnimi przebojami, zawsze może odkryć w niej coś ciekawego. Zespół pochodzi z Trójmiasta i jak można się dowiedzieć, gra muzykę rockową połączoną z muzyką popową – jest to tzw. avant-pop, choć w moim przekonaniu muzyka proponowana przez Kobiety wymyka się takiej kwalifikacji, reprezentując raczej bliżej nieokreślony gatunek. Dowodzą temu „Podarte sukienki”. 





Krążek zapakowany został w prostą, stonowaną okładkę, która niewątpliwie stanowi jego duży atut. Estetyczny minimalizm, bez przepychu i zbędnych szczegółów, za to z harmonią i w dobrym guście – to właśnie jest to, co lubię. Szkoda tylko, że sukienka przedstawiona na okładce nie jest podarta, jak sugerowałby tytuł płyty, a jedynie pomięta, to okładkę uznaję za w pełni udaną.



Gdybym chciał napisać o muzyce zawartej na płycie, krótko mógłbym napisać: ‘’bez owijania’’.  bo jest to głównie proste, czasem energiczne, a czasem spokojniejsze gitarowe granie, które wywołuje wiele pozytywnych odczuć. Porywa słuchacza delikatnością  i subtelnością muzycznych fraz, ich melodyjnością i wyrazistością. 

Nie brakuje tu lekkich elektronicznych smaczków (wyraźne w piosence „Pod nami rzeka”), jednak w utworach słychać zazwyczaj mało skomplikowane linie gitary rytmicznej oraz dobrze dobrane do nich rytmy perkusji, niebędące na szczęście nieprzyjemnym jazgotem. Wszystko to podkreśla bas, który tworzy znakomite tło rytmiczne. Do tego dochodzą jeszcze dźwięki klawiszy, profesjonalnie uzupełniające inne instrumenty elektroniczne. W rezultacie otrzymujemy brzmienia, przy których odpoczywamy, jednocześnie się nimi delektując. 





Tym, co z pewnością przykuje uwagę słuchaczy, są podsycające emocje psychodeliczne motywy gitarowe, które co jak co, ale potrafią wywołać ciarki na skórze, np. w bardzo spokojnym utworze, zresztą jednym z lepszych na płycie, „LSD’’ taki motyw nadchodzi jak wybuch podczas spokojnego spacerku – podobne zabiegi z reguły nie działają, a tutaj spotkało mnie miłe zaskoczenie.



 


Nie da się ukryć, że cała płyta jest efektem świetnych zabiegów muzycznych. Naprawdę długo myślałem, do czego mógłbym się przyczepić jako recenzent. Niestety... wszystko mi się podoba: lekkość muzyki, która subtelnie koi słuchacza, nawet jeśli są to szybsze utwory, zawarty w niej ogromny ładunek emocji, a przy tym duża ich różnorodność (znajdziemy tu całą gamę uczuć, od złości i rozgoryczenia, przez żal i smutek, po radość i euforię), jak również niebanalne odchodzenie od schematów, przy jednoczesnej prostocie rozwiązań artystycznych.



Stonowane kompozycje umiejętnie przepleciono na krążku bardziej energicznymi utworami, w związku z czym znajdzie tu coś dla siebie zarówno osoba szukająca spokoju i łagodnych brzmień (np. piosenka pt. „Szczęśliwy dzień”), jak i osoba poszukująca czegoś, co pozwoli jej się wyszaleć (np. piosenka pt. „Eksplozja cudów”). Podczas słuchania płyty, z piosenki na piosenkę, wydawało mi się, że każda kolejna jest lepsza niż poprzednia. 

Wieńczy je piosenka tytułowa, czyli „Podarte sukienki”. To w mojej ocenie jedna z lepszych piosenek, jakie udało mi się usłyszeć w tym naprawdę gorącym roku muzycznym, a na pewno najlepsza piosenka tej płyty. Może nie sprawdzi się ona jako radiowy hit, lecz wyjątkowo przenika naszą duszę i na długo pozostaje w pamięci. W dodatku skumulowane są w niej wszystkie emocje , przez co stanowić może doskonałe podsumowanie krążka. Świetna robota!







Dużym plusem jest ponadto wokal Grzegorza Nawrockiego, który dysponując łagodnym głosem, świetnie manewruje między niskimi a wyższymi dźwiękami. Buduje on pewnego rodzaju napięcie, momentami wprost elektryzując słuchacza. Może nie jest to wokalista wybitny, ale faktycznie wkłada serce w to, co robi, i bez przerysowania potrafi oddać rozmaite emocje.

Teksty nie są jakoś szczególnie skomplikowane, ale daleko im do tandety oraz monotonnych radiowych banałów. Są błyskotliwe, proste i dosadne. Być może co wrażliwsi odczują dyskomfort, słysząc słowa: …umrą pszczoły, a meteoryt rozpierdoli cały świat..., ale z drugiej strony po co owijać w bawełnę, składać trudne do bólu metafory i kolorować na siłę piosenki, skoro można wyrazić daną myśl prosto i zwięźle. Co ciekawe, wulgaryzmy wcale nie ujmują  płycie liryzmu. Wzbogaca go natomiast lekko ironiczne spojrzenie na świat – i to kolejna mocna strona tekstów.







Biorąc pod uwagę powyższe spostrzeżenia, śmiało mogę wystawić płycie ocenę 9/10. Dlaczego nie 10? Ponieważ Kobiety to nie Happysad. To oczywiście żart (dla sprostowania: Happysad to mój ulubiony zespół). A poważnie mówiąc, muszę raz jeszcze podkreślić, iż zespół Kobiety przygotował naprawdę ciekawy materiał: oryginalny i różnorodny, pikantny, ale i stonowany, bez przepychu czy zbędnych komplikacji. 

Kobiety jak to kobiety... Lubią skraść serce niejednego mężczyzny. Ja oddaję się im cały i z pewnością wielokrotnie będę wracał do niniejszego krążka. Pani Malwinie, która podesłała mi recenzowane tutaj utwory, serdecznie za nie dziękuję.
Cieszę się, że zespół Kobiety, choć dotychczas niedoceniany, płytą „Podarte sukienki” udowodnił, że należy do pierwszej ligi polskiej sceny muzycznej. Jedyne, czego mogę oczekiwać, to jego kolejne płyty i koncerty. Życzę muzykom samych sukcesów. Oby pozostali przy tym, co udało im się zbudować do tej pory.



Recenzja - Przemek Ustymowicz

Korekta - Mariola Rokicka
Czytaj dalej »

sobota, 24 października 2015

Piotr Rogucki - J.P. Śliwa

Roguc, znany głównie z twórczości związanej z grupą Coma, na pewno szokuje formą swojej trzeciej solowej płyty. Polski rockman i twardy sceniczny drapieżnik w swojej solowej twórczości przemienia się we wrażliwą, niespełnioną osobę. Ogólny zamysł niekonwencjonalności krążka polega na odejściu od formy muzyki jako rozrywki i zamienieniu jej na sztukę, będącej czymś głębszym. 

„J.P. Śliwa” jest dla mnie nie lada wyzwaniem, a na pewno wyzwaniem pozostaje dla samego Roguckiego, który tak właśnie określił tę płytę. Dołączony tekst dramatyczny oraz grafiki jego autorstwa mają pobudzić naszą wyobraźnię oraz skłonić do refleksji, gdyż podobnie jak sama płyta ukazują problemy pokolenia JP2, czyli generacji ludzi będących rówieśnikami artysty. 





Rozgrzewka zaczyna się bardzo dobrze! Okładka jest jedną z lepszych grafik, które miałem przyjemność oglądać. Drobna abstrakcja z nieprzesadzoną kolorystyką pozwala szybko wejść w klimat, w jakim płyta jest utrzymana. Na pewno serce to adekwatny symbolem tematyki poruszonej przez Roguckiego.



Zacznijmy od dźwięków, które z pewnością nie są związane z brzmieniową prostotą muzyki rockowej. Otóż otrzymujemy ogrom zróżnicowanych brzmień, zaczynając od syntezatorów i klawiszy, a kończąc na standardowych sześciu strunach, których jednak nie słychać za wiele. 

Niestety słuchacze mogą pogubić się w formie muzycznej, z którą ja sam miałem problem – ciągłe wrażenie chaosu, afektacji oraz niepotrzebnego skomplikowania formy. Nie wiem, czy jest to celowy zabieg, czy po prostu lekka przesada i zabawa Roguckiego z dźwiękami, która nie do końca wyszła płycie na dobre i może przypominać ona zabawę małego dziecka z zabawkami. 






Oniemiałem, kiedy po utworze ''Mama 01'' nastąpił kawałek ''Emotions'' – może on wprawić w osłupienie niejednego zatwardziałego znawcę muzyki, dodajmy: jakiejkolwiek. Następstwo mocnego brzmienia oraz natłoku instrumentów po melancholijnym spacerze jest jak szok termiczny. Całe szczęście utwór ''Emotions'' ratuje sama końcówka, która po przearanżowaniu na nową piosenkę wyszłaby świetnie. Dlatego uważam, że płyta jest to zlepek dobrych, lecz mało komercyjnych utwór oraz tych, które wyszył, nie tak jakbym tego oczekiwał, a na pewno po zapowiedziach, przez artystę.  


Zdziwieniem był dla mnie sam wykony artysty, która popisał się świetną barwą głosu, który przekonująco wprowadza nas w historię, co ostatnio nie należało do atutów Roguckiego. Ciekawym rozwiązaniem było zaproszenie innych muzyków do współpracy przy płycie: m.in w utworze ''Vision of Sound'' mamy okazję posłuchać Klaudii Wieczorek,  natomiast piosenkę ''Płyń'' wzbogacił wokal Izoldy Sorenson.




Oczywiście propozycja takiej muzyki tchnie świeżością. Lubię syntetyczne brzmienia wplatane w kulturę rockową, niestety nie do końca udało się to naszemu artyście. Na płycie są momenty dobre muzycznie oraz te, które niestety wypadły całkowicie źle, stąd moje zagubienie. Całość pomyślana została jako spójna forma, jednak jak dla mnie tworzy labirynt, z którego przy pierwszej próbie można się nie wydostać, a momentami chyba sam Rogucki się w nim gubi.
  


Jeżeli chodzi o treść, to płyta miała w zamyśle przedstawiać historię chłopca z pokolenia JP2, który pragnął dokonać wielkich czynów, niestety nie udało mu się tego osiągnąć i jest teraz  niespełnioną osobą pracującą gdzieś na emigracji. Jak podkreśla artysta, ze swym przekazem chciał trafić do różnych grup wiekowych. 

No i tutaj zaczynają się schody, bo jak zrozumieć taką historię komuś, kto reprezentuje już inne pokolenie? Nie jestem w stanie zrozumieć płyty w pełni - tworzy ona mały konflikt pokoleniowy, ponieważ głębi historii nie dostrzegłem, a w dodatku teksty Roguckiego znane są ze swojej niedosłowności oraz abstrakcji, dlatego cała płyta nie jest łatwa w odbiorze, natomiast są momenty na płycie , które można uznać, za naprawdę dobry liryk.


Na pewno nietrafionym połączeniem jest mieszanie tekstów w języku angielskim z tekstami polskojęzycznymi. Niewiele to wnosi do interpretacji utworów, utrudnia za to ich odbiór, ponieważ nie każdy musi na tyle swobodnie operować językiem obcym, by właściwie zrozumieć całość tekstu. 







Rzecz jasna płyta oferuje nam kilka dobrych smaczków, zarówno pod względem muzyki, jak i tekstów. Na pewno jej ogromnym plusem jest ujęcie muzyki jako twórczości z przekazem oraz próba ukazania jej wrażliwości 

Osobiście nie dostrzegłem spójności historii, która tylko lekko rysowała się w mojej wyobraźni, a same piosenki zostały za bardzo przyprawione co spowodowało chaos. Dodatkowo łączenie języka obcego z naszym ojczystym powoduje, że płyta staje się mniej zrozumiana.

Moja ocena jest bardzo surowa tj. 4/10. Pomysł był świetny, niestety wyszedł cierpki zakalec, który w połowie jest do zjedzenia, natomiast reszta nie.  Lubię twórczość Roguckiego szanuję go bardzo, jako muzyka oraz jego pomysł, lecz myślę, że wydał on na świat o wiele lepsze rzeczy, niż ''J.P. Śliwa''.




Recenzja,

Przemek Ustymowicz

Korekta,

Mariola Rokicka


link do płyty za darmo :https://play.spotify.com/album/6LHmCOfejQEOoXpFztfHL2
Czytaj dalej »

poniedziałek, 19 października 2015

Tabu - Meteory (2015)

''Meteory'' to czwarty album studyjny grupy Tabu, która pochodzi z moich rejonów, czyli ze Śląska.
Panowie mieli okazję zagrać już kilka dobrych koncertów, m.in. na PrzystankuWoodstock, na którym udało się im zdobyć Złotego Bączka, czy w radiowej Czwórce. Zdobyli także kilka nagród w różnych festiwalach reggae.


Nie mogło być inaczej  –  również ich najnowszy album utrzymany jest w tradycjach muzyki reggae. Czego wymagam od takiego gatunku? Przede wszystkim dobrej zabawy, aby muzyka mogła mnie nieść i odprężać, przy tym zachowując dość składny liryczny tekst opowiadający jakąś historię.









Tabu funduje nam bardzo przejrzystą okładkę, bardzo adekwatną do tytuły płyty. W końcu uraczony zostałem czymś, czym mogłem przełknąć gorycz, którą odczułem po obejrzeniu okładki ostatniej płyty – „Mikromusic”. Być może mogłaby ona jeszcze bardziej oddawać klimat zachowany na krążku, myślę jednak, że podobnie, jak ja nikt inny nie będzie nią zawiedziony. 


Zacznijmy od aspektu muzycznego: ujmując to metaforycznie, mogę powiedzieć, że muzyka z „Meteorów” rozchodzi się po moim ciele w postaci ciarek, w szczególności wtedy, kiedy słyszę bardzo wyrazistą sekcję dętą. Zespół zagwarantował mi dużą dawkę zarówno pozytywnej energii, jak i świetnej zabawy.

Saksofon oraz inne instrumenty dęte wprost „wbiły mnie w krzesło”, zwłaszcza w piosence pt. ''Nie damy się”.  Bardzo dobrze brzmią również gitary, które przeplatają się z „dęciakami”, wzajemnie sobie nie przeszkadzając. Mamy możliwość usłyszeć oprócz tego instrumenty klawiszowe, subtelnie dopełniające brzmienie płyty niczym łagodny smaczek wyrafinowaną potrawę.





Cała niemal płyta utrzymana jest w klimacie reggae – to energetyczne piosenki, wprawiające słuchaczy w dobry nastrój. Poniekąd płyta odbiega od standardowych brzmień, wyraźnie jest słyszalne w piosence pt. ''Ładuj'', która reggae właściwie nie przypomina - myślę jednak, że jest to bardzo dobre zagranie ze strony twórców, ponieważ dostajemy pewna odskocznie, która na pewno dobrze działa na słuchacza.

Myślę, że muzyka stanowi mocny punkt płyty, z pewnością mocniejszy od wokalu, bo nie ukrywajmy: ten na tle muzyki wypada o wiele gorzej. Co prawda głos Rafała Karwota nie jest zły, jednak nie pociąga tak bardzo, jak dzieje się to w przypadku innych wykonawców piosenek tego gatunku. Oczywiście każdy posiada własne wzorce i upodobania, lecz niestety mnie głos Karwota, nie poniósł, tak jakbym tego oczekiwał. 







Ale fenomen Tabu leży nie tylko w dynamicznej muzyce, lecz także w zerwaniu schematów tekstowych, jeżeli chodzi o gatunek. Muszę przyznać, że słuchałem ich z dużym zaciekawieniem, tym bardziej że znudziło mnie już słuchanie piosenek reggae o marihuanie, jej legalizacji bądź walce z Babilonem. Tabu odbiega od oklepanych schematów ganjy i tym podobnych. Swoimi tekstami zabiera nas w podróż po różnorodnych tematach – czasem miłosnych, innym razem egzystencjalnych.

Chociaż teksty piosenek nie są zbyt głębokie ani przepojone liryzmem, nie przeszkadza mi to jednak, skoro nastawione są na dawanie „paweru” oraz radości. Nie zalatują za to tandetą. Na pewno ich główną cechą jest to, że po krótkim momencie wpadają w ucho. Po usłyszeniu paru słów z takich  piosenek jak '”Moje miasto'' czy ''Nie damy się'' od razu sam zacząłem śpiewać, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. 







Żywiołowość, zabawa, świetna sekcja dęta oraz odejście od tekstowych schematów to w mojej ocenie niepodważalne walory płyty „Meteory”. Mimo że rzadko słucham muzyki reggae, a na pewno płyt tego gatunku, zespół Tabu zachęcił mnie, by częściej sięgać po rytmy Rasta.

Z czystym sercem daję tej płycie 8/10. Życzę zespołowi wielu sukcesów i czekam na okazję, aby udać się na koncert grupy. Mam nadzieję, że dalej będą raczyć nas energią oraz świetną muzyką.







Recenzja, 

Przemek Ustymowicz


Korekta Mariola Rokicka

link do płyty za darmo: https://play.spotify.com/album/7lpJUCjdaHIshXGOgmTTFN

Czytaj dalej »

piątek, 9 października 2015

Marcelina - Gonić Burzę (2015)

W końcu doczekałem się albumu, na który wypatrywałem z upragnieniem.  Marcelina słodka i grzeczna dziewczynka swoim głosem urzekła mnie dawno temu, dlatego stała się moją ulubioną polską artystką. Jej ostatnie albumy słuchało mi się na ogół z przyjemnością, dlatego oczekiwania na pewno wzrosły. W końcu doczekałem się jej trzeciego albumu pt. '' Gonić Burze'', za którego słuchanie zabrałem się z namiętnością.




Od razu powitała mnie trafiona okładka płyty. Nie wiem dlaczego, ale właśnie, tak wyobraziłem sobie Marcelinę piszącą teksty do tej płyty - leżącą w zamyśleniu, przy kubku herbaty rozmyślającą nad doborem słów. Prosta artystyczna fotografia - nic prostszego, aby okłada nie odstraszyła kolekcjonera, zanim ten przejdzie do słuchania płyty.


Płyta ''Gonić Burzę'' jest to świetny miszmasz muzyczny, który jak ulał pasuje na jesienne wieczory.
Kiedy Marcelina wypuściła do sieci singiel '' Nie Mogę Zasnąć'', pomyślałem: ''Wow, ale to ma w sobie dużo energii!''. Takiej też płyty zacząłem oczekiwać - energicznej, mocno gitarowej z jak zwykle dobrym tekstem. Dostałem natomiast wiele miłych zaskoczeń, oczywiście energii płycie nie brakuje w żadnym wypadku.

O muzykę nie martwiłem się w żadnym stopniu. Robert Cichy zadbał o dobry dźwięk gitary, aby nie był zbyt twardy, nieprzejrzysty i mało kobiecy. Cichy jest mistrzem różnego rodzaju zagrań oraz komponowania, a reszta muzyków m.in Michał Olesiński, Marcin Ułanowski oraz Jacek Szafraniec dopełnili wszystko swoimi instrumentami. Stworzyli w ten sposób muzykę, która jak najbardziej kojarzy mi się z twórczością Marceliny.

Artyści uraczyli nas rozmaitymi stylami. Mamy dużo utworów, które są mocno folkowe np utwór pt. ''Świt'', gdzie użyto gitary klasycznej, natomiast rockowym smaczkiem jest '' Nie Mogę Zasnąć''. Ciekawym rozwiązaniem też popisali się muzycy w utworze '' Liliowa'',  gdzie zrobiony został ciekawy, klimatyczny, również folkowy wstęp.
W utworach głównie dominuje gitara akustyczna, jednak jest ona dopełniana innymi instrumentami. Usłyszeć można również skrzypce, które sprawiają bardzo przyjemny folkowy klimat.



No i oczywiście całą muzykę swoim delikatnym i jedynym w swoim rodzaju głosem dopełnia Marcelina. Delikatnie porusza się pomiędzy dźwiękami, jest czuła oraz emocjonalna. Co sprawia dopełnienie idealne. Jak tutaj nie kochać jej głosu? Kobiece teksty oraz idealnie skomponowana muzyka tworzy spójną całość, której można słuchać w kółko i kółko.

Pani Stoszek w tej płycie udowodniła również swoją wszechstronność - poruszanie się pomiędzy ciepłymi utworami, następnie przechodząc na bardziej stanowcze kawałki, aż po rockowy utwór z pazurem to wymaga na pewno nie lada wyzwania.

Na płycie jest dużo tematów miłości i tego nie da się ukryć, jednak Marcelina według mnie pominęła wszelkie zapisane schemaciki takich piosenek - nie ma tutaj w kółko śpiewania o złamanym sercu, bólu oraz czekaniu na lepszy czas. Teksty to ładne liryczne historie, które słucha się z przyjemnością .
Przykładem jest utwór ''Liliowa'' jeden  z lepszych na tym albumie.
Kolejnym miłym smaczkiem jest piosenka pt. '' Jak Szepczą Mewy'' - bardzo dobra muzycznie , jednak najlepszym w tym jest dopełnienie wokalu Marceliny, przez wokal męski. Buduje to pewien romans, który świetnie pasuje w tej piosence. Takich smaczków mogłoby być więcej, lecz trzeba uważać, aby smaczek nie przerodził się w przesyt.





Całe szczęście na płycie nie ma przesytu, oklepanych tematów czy motywów. Płyta jest bardzo ciepła w stylu Marceliny, która świetnie balansuje pomiędzy różnymi stylami, leczy w tym utrzymując swój , który pozwoliła sobie zbudować, przez ostatnie lata.
Jej delikatność wypełnia muzykę, która jest skomponowana bardzo miękko, przejrzyście, a co najważniejsze jest różnorodna.

Moja ocena jest jasna i jednoznaczna ( wcale nie kierowałem się moją cichą miłością do artystki, haha). Album Marceliny  pt. ''Gonić Burzę'' otrzymuję ocenę 9/10.
Jestem przekonany, że nie raz jeszcze powrócę do tego krążka, a kilka  piosenek zawartych na płycie zrobi nie lada szum w świecie muzycznym,


Recenzja,

Przemek Ustymowicz


link do płyty za darmo: https://play.spotify.com/album/6yswp2JKseBB4mU0Hf1rQ7
Czytaj dalej »

wtorek, 29 września 2015

OCN - Demon i Karzeł

Znowu wracamy do Wrocławia w związku z premierą płyty grupy Ocean '' Demon i Karzeł''. Sama nazwa krążka, nie bardzo mnie przekonuję i myślę, że od singla promującego płytę są lepsze utwory, lecz jak to mówią; '' Nie oceniaj książki po okładce''. Ja z tym powiedzeniem nie miałem zamiaru toczyć sporów i zabrałem się do słuchania albumu.



Okłada na sam początek robi dobre wrażenie z wyjątkiem nieszczęsnej nazwy, która na szczęście jest napisana dość małym drukiem. Okładka to bardzo ładna fotografia z idealnie kontrastującymi kolorami, które cieszą oko, a sam widok który przedstawia okładka jest na pewno lekkim odwzorowaniem klimatów płyty - bo kiedy słucham takie numery jak ''Na Oślep'' wyobrażam sobie właśnie okładkę oraz to miejsce. Do tego proste logo zespołu bardzo ładnie wpaja się w całe tło. Okładka jak najbardziej na plus.


Przejdźmy do sedna. Cała płyta jest to przeplatanie mocnych i szybkich rockowy brzmień bez  postojów z tymi wolniejszymi i lekkimi w odbiorze, gdzie możemy usłyszeć brzmienia gitary akustycznej oraz możemy doświadczyć przyjemności delektowania się małymi smaczkami, czy to w tekstach, czy muzyce. Czy taki zabieg jest dobry? Trudno  powiedzieć, myślę że głównie zależy to od gustów słuchaczy, czy wolą słuchać płyty, która w całości składa się z porządnego, szybkiego grania  bez wymówek, czy lubią dostać chwilę wytrawności. W mojej opinii na tej płycie kompletnie mi to nie przeszkadza, bo miłym jest kiedy zaczyna brakować powietrza, a nagle dostajemy chwile na złapanie oddechu. Co prawda te szybsze numery są dość monotoniczne i bardzo podobne do siebie, natomiast numery takie jak '' Na Oślep'', czy ''Na zawsze'', według mnie bardzo ratują całą sytuacje.
Wokal Macieja Wasio jest naprawdę dość ciekawy, mocy i wyraźny. jego barwa na pewno nie pozwoli na to aby słuchacz był znudzony niepewnością, czy brakiem charyzmy.










Wrocławska grupa pozwoliła sobie na kompletne pomieszanie brzmień i według mnie to sprawia, że płyta staje się urozmaicona oraz ciekawa w odbiorze. Jednym może to przeszkadzać jednak ja w tej sprawię jestem bardzo pozytywnie nastawiony. Płyta składa się z lepszych i gorszych numerów - wiadomo nie wszystko jest idealne, ważnym jest to że są to jakieś osobiste emocje, które nie są przekazywane na siłę. Minusem jest nazwa płyty, jest to tak naprawdę drobny, natomiast istotny szczegół. 
Nie mogę odnieś się do wcześniejszych płyt grupy OCN, ponieważ do lektury przystąpiłem od końca myślę jednak, że moja ocena nie będzie zbyt surowa oraz powierzchowna. W skali od jednego do dziesięciu punktów Panowie z Wrocławia dostają punktów 6. Punkty zostały odjęte za: monotoniczność kawałków, która tak naprawdę jest to przełknięcia, lecz wada pozostaje dalej. Kolejny punkt został odjęty za nie trafioną nazwę płyty, co w mojej opinii jest dość istotnym elementem odbioru oraz emocji. Ostatnią rzeczą jest to że płyta cała w sobie jest dla mnie jednorazową przygodą. Są numery, które wpadły mi w ucho i na pewno do nich powrócę, jednak krążek ''Demon i Karzeł'', dla mnie pozostawia wiele do życzenia.


link do płyty: https://play.spotify.com/album/5jlTOpWMoBQfsVBpCLbI5L

Recenzja 

Przemek Ustymowicz 
Czytaj dalej »

środa, 16 września 2015

Bezsensu - Wszystko i nie tylko wszysto

Zespół z Zielonej Góry poznałem, kiedy usłyszałem ich cover grupy Happysad na serwisie YouTube. Jeden kawałek zrodził się w wielkie zainteresowanie grupą Bezsensu, a przede wszystkim zainteresowanie to padło ze względu na  styl oraz na barwę głosu Krzysztofa Garbaciaka, który w mojej opinii bardzo przypomina głos Artura Rojka. Od razu zacząłem czytać na temat grupy i jak się okazuje grupa teoretycznie powstała w 2006 roku, natomiast w praktyce dołączenie Krzysztofa do zespołu można uznać, za rozpoczęcie poważnej działalności. I już na swoim koncie posiadają kilka udanych koncertów z gwiazdami dużego rozmiaru. Tak przeszedłem do słuchania ich pierwszej płyty '' Co Tam Myślisz?'' z roku 2013, a następnie zacząłem oczekiwać zapowiadanej płyty na ten rok.





I w końcu doczekałem się albumu '' Wszystko i nie tylko wszystko'', który premierę miał w maju tego roku. Lecz za nim przejdziemy do muzyki muszę dodać kilka słów na temat okładki płyty. Gratulacje dla osoby, która zaprojektowała to dzieło. Już na samym początku zostałem zaintrygowany, pomysłem  okładki nieco tajemniczej z świetnie dobranymi kolorami, a co najważniejsze,  nie przesadzonej, która świetnie wprowadza nas w brzmienia i klimaty całej płyty. 



Po przesłuchaniu, było jedno wielkie wow! Nawet nie zdążyłem odczuć, że płyta się skończyła, a ja słucham jej już drugi raz. Po pierwsze brawa za niestandardowość muzyki. Jest to ogromny plus tej płyty, że cała muzyka jest bardzo doskonale przemyślana, ułożona, słychać w niej ciekawe  rozwiązania brzmieniowe, które łączą się w emocjonalną barwę. Myślę że fani spokojnych alternatywnych brzmień od razu zakochają się w brzmieniach gitary oraz klawiszy czy innych ciekawych instrumentów elektronicznych, jakie posiadają chłopaki z Bezsensu. A w szczególności trzeba uwzględnić, że grupa jest stosunkowa młoda na rynku muzycznym, a profesjonalizm komponowania utworów jak pozwolili  pokazać  w tej czy choćby w pierwszej płycie z 2013 roku jest ogromny, a co najważniejsze mocno w ich stylu. Płyta
'' Wszystko i nie tylko wszystko'' jest o wiele spokojniejsza od pierwszej wydanej 2 lata temu, lecz myślę że bardziej liryczna, a co najważniejsze płyta opowiada o czymś konkretnym. Mianowicie ja odczułem tutaj po prostu problematykę związaną z życiem i jego sensem, z przemijaniem oraz zwykłymi problemami. Wszystko to jest przekazane za pomocą świetnych tekstów, bardzo głębokich i liryczne, a nie koniecznie mocno rozbudowanych - tutaj na myśli mam utwór ''Tylko dzieci''. Utwór składa się właściwie z 3 zdania, lecz słowa osobiście chwyciły mnie za serce.

''Tylko dzieci to ludzie, później się z tego wyrasta.
Na spokojny sen zamiast bajek - lekarstwa.

Tylko dzieci to ludzie, później się z tego wyrasta.
Zamiast pytań o sens, wyuczone hasła.''


Myślę że jest to najkrótszy i najlepszy tekst jak kiedykolwiek słyszałem, a przede wszystkim niesie za sobą sens. Na płycie jest 9 innych numerów, które podobnie jak ten naprawdę wywołują wiele emocji i dają do myślenia. Moim zdaniem każdy z tych kawałków posiada w sobie coś nad czym możemy się pochylić, zatrzymać i pomyśleć - uświadomić wiele rzeczy związanych z naszą egzystencją. Chciałem dodać, że nazwy utworów to ciekawa zabawa słowami takimi jak nic, wszystko, zawsze, które też przewijają się w tekstach poszczególnych piosenek. A do całości świetnych tekstów oczywiście dokłada się reszta muzyków, która jak już wspomniałem ciekawymi rozwiązaniami dźwiękowym, bardzo niestandardowymi, które sprawiają, że cała płyta posiada swoisty klimat, buduje wiele emocji oraz uczuć. Osobiście trafiła w moje serce i długo z niego nie wyleci. 


Zachwyt, emocje, świetna zabawa, przemyślenia to co pozostawia płyta grupy Bezsensu. Kłaniam się nisko za robotę, która mogła dać mi wiele przeżyć. Grupa jak na młody zespół w wielkim basenie muzycznym pokazała klasę i to że nie wszystko musi, być robione wedle schematów oraz standardowych zagrań. Myślę,że każda osoba, która odnajduje się w klimatycznych spokojnych brzmieniach alternatywnych pokocha tę płytę. 
Przyszedł czas na ocenę, a z racji tej że płyta urzekła mnie w stu procentach, grupa otrzymuje ocenę 9/10 . Za dobrą robotę oraz za coś do czego będę wracał nieraz za coś co będzie długo pozostawiało dla mnie tematy do rozmyślań.  Oczywiście życzę grupie powodzenia w dalszej karierze, którą na pewno prężnie będę śledził. Oraz udanej trasy koncertowej z moim ulubionym zespołem Happysad, która odpędzie się jesienią tego roku. Mam nadzieje, że zawitam na któryś z koncertów i będę mógł na żywo przeżyć emocje dawane przez grupę z Zielonej Góry. 


Recenzja Przemek Ustymowicz 



Link do płyty za darmo na spotify: https://play.spotify.com/album/1rtGzBan330eo1Lb8ugrBm

Czytaj dalej »

Moja lista blogów