Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

sobota, 7 października 2017

Ted Nemeth - Ctrl C [Recenzja] - Nadal pytań dużo mam, tylko że mija na nie czas.

            Wyczekałem się! Oj, wyczekałem! I w końcu mam to, czego chciałem. Zespół Ted Nemeth już pierwszą płytą pt. „Ostatni Krzyk Mody” zrobił na mnie ogromne wrażenie. Szczęka opadła mi wtedy do kolan i z trudem udało mi się ją podnieść. Teraz Tedzi powracają z albumem pt. „Ctrl C” i jest podobnie, z tym że najprawdopodobniej moja szczęka przez najbliższy czas nie powróci na swoje miejsce. Dlaczego? Przekonajcie się! Już opowiadam!
           
Kiedy zespół Ted Nemeth wrzucał na swoje social media zajawki dotyczące najnowszej płyty, mogliśmy się zapoznać także z okładką płyty. Moim oczom ukazał się wtedy... banan. Tak, banan! Spośród wielu okładek, które miałem możliwość zobaczyć i ocenić, ta prezentuje się wyjątkowo. Żółte tło plus banan dryfujący po żółtym morzu. Obok owocu (o żółtej skórce, jednak o czarnym wnętrzu) niewielki tytuł płyty wraz z nazwą zespołu. Dogłębną interpretacje pozostawię wam, niezła zagwozdka, co nie?
           

Płyta „Ctrl C” z jednej strony przypomina pierwszy album grupy, a z drugiej strony nie. Tu również jest przester i garażowe brzmienie, a Patryk Pietrzak krzyczy tak, jak krzyczał, niemniej nowy krążek został o wiele lepiej wyprodukowany i przemyślany. Jest przebojowo i radiowo („Suche Miejsca”), a kiedy trzeba – subtelnie („Nie Myśleć"). Płytę otwiera piosenka „Wspólny Punkt”, będąca singlem wypuszczonym do sieci. Dostajemy w niej to, co lubimy najbardziej: energię, gitarę, elektronikę, a wszystko na najwyższym poziomie. To po prostu brzmi!
O brzmienia gitarowe się nie martwiłem. Już w „Ostatnim Krzyku Mody” Michał Gibki i Patryk Pietrzak pokazali, na co ich stać, a teraz swój kunszt tylko potwierdzili. Powiem więcej: przesterowana gitara rytmiczna dalej sprawie wrażenie nieładu, dodaje tego kolokwialnego „brudu”, a wstawki i motywy melodyczne brzmią jeszcze lepiej niż na pierwszej płycie. Szczególnie dobrze wypadły w mojej ulubionej piosence pt. „Ofelia”. Utwór kompletny? Może i tak! Na pewno jest w nim coś tajemniczego, bo zaczyna się niepozornie, od rozkładanych akordów połączonych z dźwiękami z Korga albo innego syntezatora Wojtka Wierzby. Wszystko to niesie nas na pozór romantyczną historię. To tylko chwila! Powoli napięcie wzrasta, wchodzą bębny, które również brzmią elektronicznie. Kończy się zwrotka i pojawia się jeden z najlepszych motywów gitarowych na tej płycie. Dotychczasowy porządek ginie, powstaje muzyczny zamęt. I o to chodzi, o to właśnie chodzi, moi Drodzy!
           
W porównaniu z pierwszą płytą na krążku „Ctrl C” jest o wiele więcej elektroniki. Dawno już nie słyszałem tak dobrego zbalansowania. Jedynym utworem, w którym elektroniki użyto według mnie za dużo, jest piosenka „Suche Miejsca”. W ogóle ta piosenka wydaje się być taką małą zapchaj dziurką, pośród naprawdę mocnych utworów. Może to tylko moje wrażenie, a może tak jest… Zwraca uwagę również motyw gitarowy z piosenki „Próbuję się do ciebie dodzwonić” – bardzo mi on coś przypomina, ale co? Minusów jest naprawdę niewiele. Myślę, że artyści dojrzeli, na sposób muzyczny. Słychać to na tej płycie doskonale.       
Uważam, że pod względem muzycznym omawiana płyta góruje nad „Ostatnim Krzykiem Mody”. Przede wszystkim nie jest tak mrocznie i ponuro. Świat malowany dźwiękiem jest tu znacznie pogodniejszy, by przywołać „Zjem Cię” czy „Suche Miejsca” – świecie słońce, co nie? . Oczywiście mamy też bardziej subtelne i melancholijne „Skowronki” oraz „Nie Myśleć”, a także bardziej mroczne „Zasięgi”, jednak nie przygnębiają one słuchacza, są one na pewno jednym z lepszych kawałków – szczególnie świetnie wypadają na koncertach. Dodatkowymi smaczkami na płycie są chórki, ciekawe głosy, np. w piosence „Bezbolesny” – tam ten zabieg podoba mi się bardzo - oraz krzyk dziewczyny w piosence „Zjem cię”. Piosenki, które zrobiły na mnie największe wrażenie pod względem warstwy brzmieniowej, to „Ofelia”, „Wspólny Punkt”, „Zasięgi” i „Poszły Spać”, „Bezbolesny”.
           
A co pokazał nam tym razem Patryk Pietrzak? Myślę, że już wcześniej można było go uznać za jednego z lepszych polskich wokalistów. Teraz także świetnie operuje głosem. Na pewno Pietrzak swoją barwą potrafi zbudować napięcie, a nietypowym głosem magnetyzuje. Raz delikatny i spokojny, innym razem porywczy i pełen gniewu, wykrzykujący skumulowane w sobie emocje prosto w naszą stronę. Można go słuchać w kółko i w kółko.
Jeśli chodzi o stronę liryczną piosenek, to już sam tytuł wskazuje nam ich kierunek interpretacyjny. Na chwilkę przenieśmy się w świat informatyki i zaczerpnijmy specjalistycznego języka. Skrót klawiszowy – „Ctrl + C” – oznacza kopiuj. To mówi nam wiele, a kiedy pomyślimy głębiej, to zauważamy, że w dużej mierze, żyjemy w świecie pełnym od kopii. Nie ulega wątpliwości, że przypadłością dzisiejszych czasów jest wtórność na wielu płaszczyznach. Z tego też drwi Pietrzak w swoich tekstach, podobnie jak z dążenia do przypodobania się innym. Słyszymy: „Jestem najskromniejszy, bo najwięcej wiem… Nie myślę, a jeżeli myślę, że? lubię błyszczeć, lubię podobać się”. Z kolei w bardzo udanym utworze „ Okolice Płuc” podkreślona zostało zanikająca pamięć o tych, którzy wywalczyli dla nas to, co mamy. Wszystko się zmienia: „ Dzisiaj wszystko na nie, jutro wszystko na tak”, świat pędzi, a nam trudno się w tym odnaleźć: „Pokolenie maskotek pod maską ukrywamy żal”, pogrążamy się w mrzonkach, udajemy kogoś innego, nie możemy nawiązać kontaktu z drugą osobą. W tym dziwnym świecie gubimy siebie i przestajemy być aktualni: „Bardzo chcę być potrzebny, ale nikt nie powiedział mi jak”, „ Bywam nie sobą, przez cały dzień i całą noc od kilku lat”.
           
I znów, tak jak przy pierwszej płycie, mamy zabawę słowem, absurdalne skojarzenia oraz powtarzający się motyw krwi i wody („W wodzie mi dobrze jest, w wodzie mi lżej”). Ciekawe są oprócz tego nawiązania kulturowe, bo mamy tu też Szekspirowską Ofelię. Muszę przyznać, że Patryk jest jednym z moich ulubionych tekściarzy, a jego teksty są nietypowe. Teksty z nutką abstrakcji, groteski, zawsze zaskakują ciekawym motywem, a co najważniejsze zapierają dech w piersi. Moi „faworyci liryczni”: „Okolice Płuc”, „Ofelia”, „Nie Myśleć”, „Zjem Cię”, „ Zasięgi”.
            Podsumowując: płyta „Ctrl C” to kolejny udany krążek łódzkiego zespołu. Można wskazać kilka drobnych niedociągnięć, ale nie powinny one w większym stopniu wpłynąć na ocenę końcową, to zwykła kosmetyka. Jest inaczej niż przy pierwsze płycie, ale dalej tak, jak trzeba. Nie ma przerostu formy nad treścią. Nadal jest pazur, tym razem ozdobiony w obwolutę elektroniki, której jest znacznie więcej. Teksty dalej mają swój klimat. Płycie „Ctrl C” wystawiam ocenę 9/10. Przesłuchajcie ją koniecznie i poddajcie własnej interpretacji. Podajcie ją dalej! Zanurzyć się głową w wodzie razem z Tedami, poznajcie trochę ten świat, który przedstawiają. Link do płyty oczywiście w opisie. Zespołowi gratuluję! Życzę powodzenia w promocji płyty. Widzimy się na koncertach, bo chłopaki naprawdę dają czadu! 

Tekst: Przemek Ustymowicz
Korekta: Mariola Rokicka
Link do płyty: https://open.spotify.com/album/6YkkiHCG9wYNTEn0wOAw3t
Kup płytę: https://mystic-production.lnk.to/CTRL-CFA 
Czytaj dalej »

sobota, 7 października 2017

Powrót! Ważne albumy #1

                               Puk, puk! Kto tam? Tak, tak, nie było mnie bardzo długo, ale  powracam wraz z tą przykrą dla ducha i ciała pogodą. Ominęło nas sporo ciekawych nowości, ale teraz wracam. Na jak długo? Tego nie wie nikt… Cieszę się z tej chwili tym bardziej, że jesień, a szczególnie październik przyniesie nam ogrom ciekawych albumów. Jednak przed tymi wszystkimi „pysznościami” chciałem wprowadzić jedną z kilku nowych serii. Mianowicie porozmawiamy o albumach, które są dla mnie szczególne, na których się wychowałem i do których wracam z ogromnym wzruszeniem. Dzisiaj na nasz „piekielny ruszt” weźmiemy dwa z nich.  Przygotujcie kubek ciepłej herbaty i zaczynamy. W drogę!
        
Pierwszym albumem, od którego muszę zacząć, jest „Wszystko Jedno” zespołu Happysad. Jest to krążek wyjątkowy i właściwie nie chodzi tu tylko o same piosenki – po prostu od tej płyty wszystko się zaczęło. Nie będę ukrywać, że fanem tego zespołu jestem od lat, a  stał się on moim ulubionym zespołem właśnie za sprawą wspomnianej płyty, wydanej w 2004 roku. Oczywiście jeszcze wtedy nie myślałem o muzyce na poważnie, beztrosko hasając razem z przyjaciółmi po podwórku. Wtedy roztrząsałem problemy dla wieku typowo młodzieńczego. Przygoda moja z Happysadem na wyższym już poziomie zaczęła się w roku 2007, kiedy to grupa wydała „Nieprzygodę”, ale to temat na inny artykuł.




Utwory z „Wszystko Jedno” poznałem dzięki sieci. Przypominają mi się długie i leniwe wieczory, kiedy w moim pokoju rozbrzmiewały utwory takie jak: „Partyzant K.”, „Zanim pójdę”, „Hymn 78” czy „Psychologa!!!”. Ich teksty tkwią we mnie do dziś, a kiedy jestem na koncercie i któryś z tych utworów rozlega się po klubowej sali, zawsze pojawiają się u mnie silniejsze emocje. Album ten zaszczepił we mnie miłość nie tylko do zespołu, lecz także do muzyki rockowej czy muzyki gitarowej w ogóle.


O samej warstwie muzycznej można mówić bardzo długo, albo można ją opisać kilkoma prostymi słowami. Prostymi, bo właśnie taka jest muzyka zapisana na tej płycie. Jest tu dużo uproszczeń, fakt, może nawet niedoskonałości, za to ile energii! Muzyka jest banalna - kilka akordów, mało wymyślne tonacje, ale czy to źle? Piękno tkwi w prostocie – powtarzam to od zawsze. Nie ma tu wymyślnych solówek, tappingu, bendingu i innych niestworzonych technik. Jest melodia! To wystarcza. Do tego dochodzą wstawki Cegły, które już wtedy były majstersztykiem i do dzisiaj są nie do podrobienia.

  Myślę, że właśnie te czynniki sprawiają, że omawiana płyta jest wyjątkowa, a starsi fani Happysadu uważają ją za najlepszą. Niektórzy przy okazji twierdzą, że Happysad skończył się na „Ciepło/Zimno”, jednak czy tak jest rzeczywiście? Oczywiście, że nie. Płyta „Wszystko Jedno” to dopiero zalążek tego wszystkiego, co przez lata udało się wypracować grupie na scenie. I pięknie jest uczestniczyć razem z zespołem w owej przemianie, jak z małej niepozornej larwy, rodzi się po latach, jeden z najpiękniejszych motyli na świecie. Kiedy porównamy płytę z 2004 roku z najnowszą płytą „Ciało Obce”, dostrzeżemy, w jakim stopniu zespół się rozwinął.  Myślę, że bez tych 13 lat, które dzielą obie płyty, nie byłoby dziś takiego utworu jak „Heroina” – jednej z najpiękniejszych piosenek, jakie słyszałem, z solówką na saksofonie wyciskającą łzy z moich oczu. Wszystko musi dojrzeć – od człowieka, przez teksty, po muzykę.



A co do samej warstwy tekstowej zamieszczonej na płycie „Wszystko Jedno”, to teksty na pewno są chwytliwe. Kto nie zna słów „Miłość to nie pluszowy miś…”? Zna je chyba każdy, nawet osoba, która na co dzień nie wsłuchuje się w twórczość chłopaków. Piosenki dotyczą młodzieńczego buntu, ukazują świat z perspektywy niedoświadczonego człowieka, kogoś, kto tego świata nie rozumie, kto w odpowiedzi na swoje cierpienie reaguje drwiną. Jednak wymowa albumu jest pozornie optymistyczna: na koniec zawsze znajdziemy światełko w tunelu, chęć do życia, pozytywną myśl, „że nie jest źle, że to wszystko ma jakiś sens”.

Krążek „Wszystko Jedno”, choć nie jest moim ulubionym albumem  spośród wszystkich wydanych przez Happysad, ma dla mnie wartość sentymentalną. Od niego zaczyna się praktycznie historia grupy i moja pasja, jaką jest muzyka, ponieważ to Happysad ukształtował mnie muzycznie, już wtedy dostarczając mi wiele inspiracji muzycznych i lirycznych.

Drugą płytą, który chcę przywołać, jest „Miłość w Czasach Popkultury” zespołu Myslovitz. Z przyjemnością powracam do tego krążka wydanego w 1999 roku. I chociaż moja miłość do grupy niestety się wypaliła, miłość do albumu nadal trwa, zwłaszcza że on również miał ogromny wpływ na mój gust muzyczny i moje muzyczne oczekiwania. Piosenką, która została we mnie na zawsze, jest najbardziej rozpoznawana piosenka tej grupy, czyli „Długość Dźwięku Samotności”. To utwór o każdym z nas, trochę o mnie i o Tobie, bo każdy lubi „schować się na jakiś czas”. Ja w takich chwilach chowałem się w kącie pokoju i słuchałem Myslovitz.



Za co cenię twórczość Myslovitz? Za genialną delikatność w warstwie muzycznej. Wsłuchując się w nią, widzę krakowskie uliczki, przemoczoną kostkę brukową, zapalone światełka w oknach lokali, ledwie tlące się latarnie. Idę przez noc sam i dobrze mi z tą samotnością. Teraz już wiem, że każdy jej potrzebuje. Dzieje się tak za sprawą niezwykle sugestywnego obrazu świata zbudowanego przez Artura Rojka, świetnie przy tym operującego słowem. Uwagę zwraca także muzyczna różnorodność albumu. 
Kiedy trzeba, gitara huczy i jazgocze, dostarczając brzmienia pełne pogłosu (brawa dla Wojtka Powagi). Klimatyczne bębny trzymają nas w napięciu, bo nigdy nie wiemy, kiedy nastąpi wybuch, tak jak np. w piosence „Zamiana”. Wyrazistości dodaje płycie delikatność gitar akustycznych w połączeniu z jedynym w swoim rodzaju głosem Rojka. Uważam, że krążek ten jest jednym z najlepszych, jakie ukazały się na polskiej scenie muzycznej. Usiądźcie, włączcie go i posłuchajcie!


Myślę, że na razie wystarczy moich wspomnień. Powrócę do nich niebawem, bo choć ważne jest poznawanie nowych rzeczy, warto czasem wrócić do tego, na czym się człowiek wychował. Ach, piękne czasy minione!


Tekst: Przemek Ustymowicz
Korekta: Mariola Rokicka
Czytaj dalej »

wtorek, 6 grudnia 2016

Łąki Łan - „Syntonia” [Recenzja]

Łąki Łan ponoć rozpoczął swoją przygodę od jam session w Warszawie, co zaowocowało zespołem, który granie na żywo ma we krwi, a swoimi osobowościami i muzyką porywa słuchaczy. Teraz powraca z nowym dziełem – albumem zatytułowanym „Syntonia”. Syntonia to, zdaje się po grecku, współbrzmienie i oznacza sposób odnoszenia się do ludzi z chęcią ich bliższego poznania, zrozumienia ich pragnień, nawiązania kontaktu emocjonalnego etc. Czy taki kontakt udało się artystom – niezwykle barwnym postaciom –nawiązać ze mną – słuchaczem? Zbadajmy ten temat!


Podobno po zażyciu LSD człowiek ma poczucie zmiany kształtów, wyeksponowania barw. Może okładka „Syntonii” to skutek uboczny muzyki, która naprawdę działa jak narkotyk? Sam nie wiem. Spodziewałem się czegoś lepszego niż krzykliwe, rozmyte barwy, bo zazwyczaj okładki tego zespołu mnie zaskakiwały, by przypomnieć choćby okładkę płyty zatytułowanej „Armanda”. Możliwe, że niektórzy z Was dostrzegą tu coś więcej. Ja nie widzę. Dla mnie nie jest to okładka ani na minus, ani na plus. Krótko mówiąc: przeciętna.

Łąki Łan przyzwyczaił słuchaczy do tego, że porywa za sobą energią i pomysłowością, co bardzo dobrze świadczy o muzykach. Nie dziwi mnie zatem opinia, że koncerty zespołu są magiczne (wiem ze źródełka rodzinnego, ha, ha). Można też pokusić się o zdanie, że ekipa jest dość osobliwa – prawda? Ale to dobrze, ta niecodzienność zaciekawia i o to chodzi. Słuchacz całkowicie może się oderwać od prozy życia i przestać myśleć, zagłębiając się w rytm zwariowanych dźwięków. I dzięki temu grupa wydała już kilka albumów i zebrała masę fanów. Da się? Da.


Teraz w moje ręce wpada ich kolejne płytowe wydanie. Włączam krążek i szczęka opada do kolan. Kawałek „Mucha nie siada” w przeciągu dnia leci już z setny raz – tak dużo niesie ze sobą radości, pozytywnej energii i poczucia szczęścia. Również przy innych utworach z płyty czuć, że muzycy mieli sporo zabawy, kiedy ją nagrywali. Krążek stanowi ogromny mix syntezatorów, które razem z basem odgrywają tutaj główną rolę. Czy to wyszło? Oczywiście, że tak. Wszystko jest świadomie ułożone i zbalansowane. Nie ulega wątpliwości, że zespół położył nacisk głównie na taneczną i skoczną rytmikę, w której przeplatają się właśnie owe syntetyczne brzmienia. 

Oprócz tanecznych kawałków mamy też kompozycje bardziej zbite ze sobą, tworzące spokojniejsze klimaty. Mocny, mięsisty bas łagodzony jest tu elektroniką. Dawno nie słyszałem płyty, która pozwoliłaby mi na tyle uśmiechu, oderwanie się od szarzyzny dnia codziennego i zrelaksowanie. Interesującym utworem jest singlowy „Pola Ar”, w którym, tak jak wyżej napisałem, wszystkie skoczne rytmy są uzupełnione ciekawymi, elektronicznymi motywami, a w oddali słychać bas. Niestety, a może i „stety”, nie ma tutaj dużo dźwięków klasycznej gitary. Najbardziej słyszalna jest w utworze „Roznieczulacz Dusz”, w który wkrada się lekki przester, a na koniec jesteśmy raczeni solówką w klimatach zbliżonych do rocka. Oczywiście nie obyłoby się bez psychodelicznych dźwięków, rodem z horroru, przenikających przez słuchacza i pozostawiających gęsią skórkę. Najbardziej słyszalne są one w tytułowej „Syntonii”


Jednym słowem: muzyka na całej płycie jest na ogromny plus. Nic tak dawno nie przyniosło mi tylu radosnych wrażeń, szczególnie, że za oknami plucha. Z pewnością dźwięki zawarte na płycie mogą być lekarstwem na wszelakie strapienia, nie tylko na jesienne przygnębienie.
Jeżeli chodzi o linię wokalną, to tworzy ją swoista plątanina delikatności z rapem. Ciekawe połączenie, trzeba przyznać, ale jesteśmy już przyzwyczajeni do tego, że Paprodziad w wyjątkowy sposób urozmaica linie wokalne, co naprawdę działa, a co najważniejsze – nie nudzi. Mnie te wszystkie kompozycje z płyty przekonują. Zostały tak zbalansowane, że mamy czas na zmęczenie się skoczną zabawą, a potem chwilę oddechu i możliwość delektowania się harmonią, melancholią oraz ciekawymi syntetycznymi dźwiękami, dopełniającymi całość.


Warstwa liryczna jest tylko tłem i choć odnosi się do innej, absurdalnej rzeczywistości, gdzie nie chce się brać słów na serio, to jednak człowiek zaczyna układać sobie z nich w głowie jakieś ciekawe schematy. To też jest fenomenem grupy, że dostarcza teksty rozrywkowe, w których można doszukać się głębszego sensu. Sami artyści dają ogromną dowolność interpretacji. Jak mówią:
POLA AR – radosna, energetyczna, taneczna, piosenka o bezkresnej Miłości, która wypełnia Wszechświat.

Pola Ar może być kobietą, z którą chce się przeżyć całe życie.
Pola Ar może być dzieckiem, owocem miłości, w którym tli się kawałek nas samych.

Pola Ar jako niezwykli, różnorodni ludzie, którzy nas otaczają.

Pola Ar jako przyroda, natura, jej piękno, subtelność i mądrość z niej płynąca.

Pola Ar jako energia, pole morfogenetyczne, duch, który nas przenika, w którym jesteśmy zanurzeni i którego częścią jesteśmy.

Pola Ar jako Wyższa Świadomość, Źródło, Jaźń, Bóg, RA’’.

Tak właśnie brzmią teksty na najnowszej płycie zespołu. Właściwej treści nabierają dopiero w połączeniu z muzyką, co daje nam gotowy produkt, i to nie byle jaki.


Wszystko, o czym wspomniałem, składa się na jedną z lepszych płyt w bieżącym roku. Oczywiście moim zdaniem, bo pewnie znajdą się osoby, które zapytają: „Ale jak to? Przecież to czysta rozrywka, nie ma nad czym się pochylić, zastanowić, bla bla bla...”. Tyle że rozrywkowy charakter płyty nie umniejsza jej wartości. Mnie zabrała ona w ciekawą podróż przez inną, niezwykłą krainę, jaką tworzą artyści, równie barwni jak ich dzieło . Dlatego ja płycie daję do dziennika 9/10 – za kawałki takie jak „Mucha nie siada”, który jest megapozytywny i na pewno nie raz jeszcze popłynie z moich głośników, za utwór „To Remember” z delikatnością w czystej postaci i niepowtarzalnym klimatem, oraz za kilka innych piosenek, dzięki którym album ten układa się w niepowtarzalną całość, a także za użycie elektroniki we właściwy, wyważony sposób. Artystom życzę powodzenia! A sobie życzę, aby spełniło się moje marzenie, by znaleźć się na ich koncercie.


Recenzja - Przemek Ustymowicz
Korekta - Dźwiękami Inaczej
Link do płyty: https://play.spotify.com/album/67x8nMbnmsYrOiSs92AMSH
Zachęcam do zbiórki, której cel przeznaczony będzie na dalszy rozwój bloga: https://pomagam.pl/xx9pbm26

Czytaj dalej »

wtorek, 29 listopada 2016

Ørganek - Czarna Madonna [Recenzja]

Dwa lata, jeżeli chodzi o wydawanie kolejnych płyt, to właściwie niedużo, jednak ja, słuchacz zachwycony poprzednią płytą, nie mogłem się doczekać kolejnego krążka Tomasza Organka. Kiedy utwór „Missisipi w Ogniu” wpłynął do sieci, już wiedziałem, że to, co nadchodzi, będzie mocne i niezwykłe. Czy rzeczywiście po świetnym debiucie i płycie „Głupi” Tomasz Organek nie zawiódł moich oczekiwań i nowy album, zatytułowany „Czarna Madonna”, też mnie urzekł? Przekonajmy się!


Okładka płyty trafia do moich ulubionych. Ciemne, zadrapane tło i umieszczony w centrum kwiat, który płonie, a płomienie uwydatniają go wśród czerni. Czy ten kwiat nie wydaje się Wam znajomy? Podobny widnieje na ciele wokalisty – ciekawe nawiązanie. Kiedy patrzę na tę okładkę w głowie układam sobie cały obraz, rzeczywistość, jaką buduje Organek na płycie. Mam kilka interpretacji tej okładki, bo przecież to ważne? Prawda? Okładka trafiona idealnie!

Album udowodnił, że jest to kolejny duży krok w karierze Organka. Jest to płyta odważna i zdecydowana. I dowodzi tego, iż Organek to nietuzinkowy, utalentowany artysta. Trudno porównywać „Czarną Madonnę” z poprzednim albumem, bo niby dalej jest to ten sam styl, jednak nie do końca. Na pewno jest energiczne, tak jak było poprzednio, jednak teraz ta energia jest bardziej skumulowana. Oprócz tego jest mocniej i dosadniej – w dobry tego słowa znaczeniu. Utwory takie jak „HKDK” czy „Get It Right” sprawiają, że mam ochotę rzucić wszystko i przez te parę minut wyszaleć się, zapominając o wszystkich problemach.


Na płycie spotykamy się z dużą ilością riffów, mocnych bębnów oraz, co najważniejsze, klawiszy, które wykonują świetną robotę. Płytę otwiera utwór ‘’Introdukcja’’, rozkręcający się z sekundy na sekundę. Jest niczym rozgrzewka przed dalszą częścią. Po nim następuje „Rilke” z jednym z lepszych riffów, jakie ostatnio słyszałem. Przy zwrotce lekko milknie, akordy grane są na raz, a towarzyszą im bębny. Kapitalne! Organek wie, jak udanie balansować między ostrym riffem a melancholią, której jest w sam raz. Rockowo-bluesowego klimatu nadają wspominane przeze mnie klawisze. Ciekawe zagrywki i smaczki słyszymy zwłaszcza w piosence „Ki Czort”, czyli kontynuacji historii z piosenki „Nazywam się Organek”. Muzycznym majstersztykiem jest natomiast utwór „Czarna Madonna”. Budując niepowtarzalny mroczny klimat, stanowi świetne zwieńczenie płyty. Mamy wrażenie, że instrumenty wydają z siebie nie tylko dźwięki, ale także całą gamę emocji, bo o to przecież chodzi w muzyce, aby wycisnąć każdy najmniejszy uśmiech i najmniejszą łzę. To na tej płycie czyni Organek. Wracając do ''Czarnej Madonny'', to myślę, że piosenka ta zagościła w moim sercu na długo, a może i na zawsze. O głosie samego Organka chyba nie muszę wspominać. Jest to klasa sama w sobie, głos niepowtarzalny, zdecydowany i charyzmatyczny, z lekką chrypą. A na tej płycie Organek szaleje, jak tylko może, i to na najwyższym poziomie. Czuje się w jego głosie, podobnie jak w muzyce, rozmaite emocje, od gniewu po melancholię.


Teksty Organka mają w sobie przeogromną magię. Jest w nich coś, co przyciąga, a potem całkowicie nas pochłania. Teksty są niełatwe, dalekie od jakichś schematów czy powtórzeń, a zarazem szybko wpadają w ucho. To głównie teksty osobiste, wspomnieniowe, a jak wiemy, Organek miał dość pokrętną drogę, zanim znalazł się tutaj z dwiema płytami. Na uwagę zasługuje m.in. „Wiosna”, utwór o upływie czasu i miłości, która po jakimś czasie wygasa, choć staramy się wszystko naprawić. Szkoda tylko, że dwa teksty są po angielsku. Trzeba jednak przyznać Organkowi, że potrafił zachować proporcje: dwa teksty po angielsku, dwa numery instrumentalne, a reszta po polsku. Nie chcę zagłębiać się bardziej w warstwę liryczną, bo nie o to tu chodzi. Te teksty mają coś w sobie, coś ma przekaz, chociaż wiem, że są osobiste, trafiają do nas niesamowicie. Myślę, że płyta nie należy do tych wesołych, jednak ciut optymizmu, każdy może się doszukać. Myślę, że Organek wyrzuca z siebie wiele za pomocą słów, a mnie to cieszy, ponieważ mogę przemyśleć razem z nim wiele kwestii. Interpretacje pozostawiam wam!


Recenzję zakończę w takim stylu, w jakim Organek zakończył swój krążek: „Czarna Madonna” uzyskuje ode mnie ocenę 9/10! Za nowe wydanie stylu znanego nam z poprzedniej płyty. Za świetne i soczyste riffy oraz przemyślane, właściwe zbalansowanie muzyki. Za teksty, czasem bardziej liryczne, czasem życiowo dosadne. Nawet za to, że płyta pozostawia niedosyt i znów z wielką niecierpliwością przyjdzie mi czekać na kolejny krążek artysty. Życzę powodzenia całemu zespołowi, bo płyta jest przecież zasługą nie tylko samego Organka. Udanych koncertów, wielu pięknych chwil, a przede wszystkim następnych piosenek! 

Recenzja - Przemek Ustymowicz
Korekta - Mariola Rokicka 
Zachęcam do zbiórki, która przeznaczona jest na dalszy rozwój bloga: https://pomagam.pl/xx9pbm26
Czytaj dalej »

niedziela, 20 listopada 2016

Fonetyka - Ciechowski [Recenzja]

Fonetyka, jak wszyscy wiemy, a może i nie, to jeden z działów lingwistyki, który zajmuje się dźwiękami ludzkiej mowy. A oprócz tego Fonetyka to zespół, który podjął się nie lada wyzwania. Otóż mój imiennik wraz z zespołem uczynili materiałem twórczym na swoją nową płytę wiersze wybitnej osobowości, jaką był Grzegorz Ciechowski. Wcześniej zajmowali się tekstami Andrzeja Bursy i Rafała Wojaczka, artystów równie jak Ciechowski wyjątkowych i kontrowersyjnych. Co udało się stworzyć Fonetyce? Sprawdźmy to!


Okładka jest prawdziwą gratką dla kolekcjonerów i innych osób, które uwielbiają sztukę. Zwariowany miszmasz, gdzie pierwszą rolę gra natura: noc, księżyc, dokoła czerwone maki, węże, grzyb, a na środku piękne ćmy. Słowem: piękna oprawa. Od płyty Julii Marcell pt. „Proxy” nie widziałem ładniejszej okładki. Buduje ona klimat, który towarzyszyć będzie całej płycie. Cudo, cudo!

Dzisiaj może zacznę od warstwy tekstowej. Jak wiemy, Ciechowski, znany chyba najbardziej z zespołu Republika, no i z Obywatela G.C., pozostawił po sobie niezapomniane teksty. Choć nie pamiętam czasów, w których tworzył, zdarzało mi się zasłuchiwać w jego kawałkach z ogromną namiętnością. Podziwiałem go za to, że potrafił ironicznie ukazywać rzeczywistość i bawić się słowem, ucząc jednocześnie pokory. Kiedy słuchałem słów piosenki „Nie pytaj o Polskę”, przeżywałem autentyczne wzruszenie, „Że nie ma dla mnie innych miejsc”. Wiedziałem zatem, ile trudu wymaga „ubranie” poezji w muzykę, szczególnie gdy są to teksty Ciechowskiego – polskiej ikony muzyki rockowej. 


Przemek Wałczuk bardzo dobrze wywiązał się z tego zadania. Czasem może słowa tracą rytm i melodyczność, jednak jest to mało słyszalne, zresztą od absolutnej regularności istotniejsze jest wrażenie niewymuszoności. Tematy są różnorodne. Płyta zaczyna się od piosenki pt. „To nie ja”. Ciechowski zawsze powtarzał, że kiedy pisze wiersze, ogarnia go jakaś siła, która daje mu natchnienie – i to właśnie jest treścią tej piosenki. Oprócz tekstów autotematycznych na płycie znajdziemy teksty z egzystencjalnymi refleksjami („Kropla” ze słowami: „Podobno my też, kiedy umieramy, spadamy tak w niebo. Zapominając, w końcu sobie stajemy się Bogiem”) czy kawałki o tematyce religijnej -‘’Spowiedź’’ – tekstowo jest to w mojej ocenie jeden z najciekawszych numerów na krążku. 
Polecam też pochylić się nad utworem „Remote Control”
To ciekawy tekst jakby przygotowany na różne nastroje odbiorców i otwierający tym samym różne drogi interpretacyjne. Każdy z nas może zobaczyć w nim coś innego. Oprócz tego niecodziennym smaczkiem jest to, że utwór śpiewa m.in. córka Ciechowskiego.


O ile tekstowo udało się Fonetyce osiągnąć wysoki poziom, o tyle muzycznie brakuje najzwyczajniej większego kopa, ostrości, która na pewno nie umniejszyłaby lirycznych wartości prezentowanych piosenek.
Fonetyka, natomiast zadbała o ciekawy klimat, dość psychodeliczny oraz dekadencki, tak aby muzyka wtapiała się w teksty, eksponowała je i robiła bardziej za otoczkę, ciekawe tło niż za motyw przewodni. Dlatego momentami wydaje się, że jest dość monotonnie pod względem brzmień, jednak nie na tyle, aby znudzić się płytą po odsłuchaniu np. trzech pozycji. Gitary są subtelne, raczej grane na raz, dopiero w refrenach słychać mocniejsze dźwięki. Oprócz tego mamy dużo rozkładanych akordów i parę melodycznych, jednak pozostających w smutnych klimatach, motywów. Do gitary nienachalnie przygrywa bas, a do niego perkusja – można by powiedzieć, że nic specjalnego, ale taką koncepcję mieli muzycy i to doceniam. Klimat muzyki jest ciekawy, deszczowy, wieczorny. Mało tutaj pogodnych dźwięków. Jest to materiał bardziej do przemyśleń niż do rozrywki. 


Wydaje mi się, że gdyby do tych standardowych elementów muzycznych dołożone zostały jakieś interesujące syntezatory, może nawet syntetyczny bas, który nadałby wyraźnych rysów oraz harmonii, wszystko nabrałoby ciekawszego wydźwięku. Materiał na pewno nie jest koncertowy, dlatego nie wiem, jak będzie wyglądała promocja płyty, lecz myślę, że znajdą się koneserzy takich klimatów z brakiem przesterów, szybkich i dźwięcznych solówek oraz tempa, gdzie wszystko to zamienione zostało na delikatne, wyciszone, smutne dźwięki.
Wokalnie – powiem krótko: Przemek Wałczuk wypadł dość jednostajnie, jednak miał przed sobą niełatwe zadanie. Sądzę, że czasem niepotrzebnie ucieka się do stylu Ciechowskiego i stara się barwą trochę do niego upodobnić, ponieważ  jest to nie do odtworzenia.



Ocena moja nie będzie najwyższa, bo album ten ode mnie do dziennika dostaje ocenę 6/10 punktów. Jednak doceniam inicjatywę i podjęcie się trudnego zadania starcia nieco kurzu z postaci uznanego artysty. Na pewno punkcik wskakuje za okładkę, która jest przecudowna i nie mogę się na nią napatrzeć. Niestety ucieka troszkę punktów za brzmieniową monotonię. Z mojej strony chcę jeszcze życzyć zespołowi dużo ciekawych pomysłów, odgrzebywania więcej takich perełek i tworzenia z nich dobrych numerów. Powodzenia! 

Recenzja - Przemek Ustymowicz
Korekta - Mariola Rokicka 
Link do albumu: https://play.spotify.com/album/6sW4E3NJTFVDWDIYQN2CVK
Zachęcam do wsparcia w zbiórce, przeznaczonej na rozwój bloga: https://pomagam.pl/xx9pbm26
Czytaj dalej »

niedziela, 13 listopada 2016

Bobby The Unicorn - Wywiad; ''Rozplątałbym supły we wszystkich głowach, to byłby dobry początek.''

Skorzystałem z uprzejmości Darka Dąbrowskiego doszczętnie i oprócz utworów, które mi wysłał, zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań. Dlatego, dzisiaj porozmawiamy sobie troszkę na temat nowej płyty pt. ''Syreni Śpiew'', jak powstawała, co zostało w niej zawarte, o stanie niemiłości i innych. Serdecznie zapraszam do czytania!



DI: Dzień dobry, dzień dobry! No i jak tam nastroje, po wydaniu płyty? 

Darek: Cześć! Nastroje są dobre, jesteśmy zadowoleni z efektu końcowego, lubię te pierwsze miesiące po wydaniu krążka.

DI: Możesz nam streścić, jak wyglądała praca nad krążkiem?

Darek: Pierwsze zarysy utworów nagrywaliśmy zespołem już rok temu na próbach, po paru miesiącach nagraliśmy w studiu sekcję rytmiczną, ja swoje partie gitar i klawiszy robiłem już później na spokojnie z samym realizatorem Maćkiem Bąkiem . Teksty na płytę powstały na absolutnym końcu prac , wyjątkami są utwory „Sierpień” „Niemiłość”, które nagrywałem w wakacje już bez zespołu moją ulubioną starą metodą – jeden dzień – jeden utwór , tam tekst był jeszcze przed muzyką, a partię wymyślałem na bieżąco zasadą „rób jak dzisiaj czujesz, a będzie dobrze”. 

DI: A co chcieliście zawrzeć na płycie, jeżeli chodzi o warstwę muzyczną? Wszystko wyszło tak jak chcieliście, czy jednak coś byście zmienili? 

Darek: Nic bym nie zmieniał, nie mam problemu z niezadowoleniem czy niespełnieniem, nie szukam długo brzmień, mam wizje którą szybko realizuję nie patrząc nigdy za siebie. Zależało mi na udanym romansie współczesnej elektroniki, dyskotekowych syntezatorów, bitmaszyn oraz bardziej retro gitar charakterystycznych dla moich dotychczasowych nagrań.

DI:Dlaczego zawarłeś na płycie, tylko osiem utworów? Nie czujesz lekkiego niedosytu?

Darek: Wiedziałem że osiem utworów tworzy jedną większą historię i nie czułem, że potrzebne jest jakiekolwiek uzupełnienie i wydłużanie. Świadomie ofiarowuje na „Syrenim Śpiewie” konkretny ładunek emocjonalny, liryczny i dźwiękowy, myślę że Julia Marcell na „Proxy” kierowała się podobnym myśleniem również wypuszczając osiem piosenek. 

DI: A pomysł na okładkę? Osobiście mnie urzekła.

Darek: To efekt wspólnej pracy mojej grafik Karoliny ( Kara Mateusiak ) i mojej. Mieszkamy razem i lubimy włączyć wieczorem Mario kart na Nintendo, miło  też wspominamy wszystkie wersje pokemonów na Gameboy'a. Okładka to nostalgia za tym designem, za 8-bitami zwłaszcza. 


DI: A gdybyś miał podać, takie znaczące różnice między ‘’Utopią’’, a ‘’Syreni Śpiewem’’, to co by to było? 

Darek: Pierwszy album był bardziej surowy, na drugim byłem już bardziej świadomy budowania soundu oraz używania cyfrowych urządzeń. Oddaliliśmy się od bardziej rockowej stylistyki  na korzyść swobodnego tańca. 

DI: A skąd inspiracja właśnie, taką starą muzyką? Czytałem, że dla ciebie nawet wzmacniacze muszą być stare, aby jak najlepiej oddawały klimat.

Darek: Lubię muzykę filmową , zwłaszcza klimaty Tiersena, tam jest pod tym względem najsmaczniej. Na nowym albumie jedynymi starymi instrumentami były moje gitary z lat 70 i 80, resztę łańcucha postawiłem na współczesne i kreatywne zabawki. 

DI: Odnosząc się teraz troszkę do jednej z moich ulubionych piosenek na tej płycie, to czy spotkałeś się kiedyś ze stanem niemiłości?

Darek: Tak, „Niemiłość”  to bardzo osobisty tekst i jest o dorosłym życiu w wielkim mieście. Niby jesteśmy otoczeni ludźmi przypadkowymi czy znajomymi, ale to tak duże multiwersum, można się pogubić - zwłaszcza samotnie. 

DI: Jako artysta czujesz się czasem źle w takim  ‘’multiwersum’’? 

Darek: Lubię różnorodność, lubię jak coś mnie zaskakuje, czym więcej podróży, tym szersza perspektywa i dystans, a co za tym idzie- zdrowsza ocena życiowych bieżących spraw.


DI: Dostrzegasz rozluźnienie ludzkich więzi, to że gonimy za sprawami, które tak naprawdę można odłożyć na później? 

Darek: Pracowałem kilka lat w korporacjach będąc przekonany, że buduję coś ważnego dla siebie . Patrząc na związki zawiązujące się wśród współpracowników widziałem bardziej wygodę i dorosły zimny rozsądek wspomagany presją uciekającego czasu, aniżeli ogień i emocje. Po jakimś czasie budzę się jako człowiek bez emocji, który wystukuje cyferki do komputera zamiast upić się i oglądać gwiazdy z kimś ważnym .

DI: Pisząc recenzje ‘’Syreniego Śpiewu’’, zauważyłem że świetnie operujesz słowem, swobodnie poruszasz się po warstwie lirycznej. Skąd pomysły na te wszystkie teksty? Jest coś co Cię konkretnie inspiruje? 

Darek: Odnalazłem się w pisaniu po polsku. Właśnie ta zabawa słowem i wieloznacznością którą znam od zawsze wpłynęła na warstwę liryczną. Wciąż ciężko mi wplatać „nowe” wyrazy w swoje teksty, „ Koń Trojański” był pierwszym tekstem gdzie użyłem nowych słów związanych z techniką i internetem. Najwięcej satysfakcji daje mi minimalizm doboru słów, pojawiają się słowa istniejące wyłącznie w domysłach. Na nowym albumie teksty piszę już bez interpunkcji co zwiększa możliwości ich interpretacji. 

DI: Chcesz docierać do jakiegoś zamkniętego grona ludzi, czy chcesz aby twoje teksty były ogólnie dostępne, żeby każdy mógł je zrozumieć?

Darek: Jestem prostym chłopakiem i pisze proste teksty o szczerych emocjach, muzyka w dzisiejszych czasach jest ogólnodostępna i wygodna, mamy streamingi, nie musimy już kombinować z dostępem do muzyki, to wszystko jest takie proste , prawda?


DI: Jesteś bardziej pesymistą, czy optymistą? 

Darek: Optymista zdecydowanie, kocham życie i śmiejmy się częściej bo szaro tu strasznie. Chciałbym aby moją muzykę i słowa odbierano jak najbardziej optymistycznie, jako dobre nastawienie wobec życia, miłości czy niezależności w dorosłym życiu.

DI: Jeżeli mógłbyś uczynić jedną rzecz, aby świat stał się lepszy to co by to był? 

Darek: Rozplątałbym supły we wszystkich głowach, to byłby dobry początek.

DI: Powiedz mi gdzie w najbliższym czasie będziemy mogli cię usłyszeć? 

Darek: W listopadzie gramy w Lesznie, Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie , Bydgoszczy i Łodzi, szczegółowe informacje dostępne na naszym facebooku!

DI: Życzę powodzenia, udanej promocji płyty oraz dziękuję z wywiad!

Darek: Wielkie pozdrowienia !


Wywiad przeprowadził Przemek Ustymowicz, Dźwiękami Inaczej
Odpowiadał Bobby The Unicorn
Link do Facebooka: https://www.facebook.com/bobbytheunicorn/
Zapraszam, również do wsparcia bloga w zbiórce: https://pomagam.pl/xx9pbm26
Czytaj dalej »

sobota, 12 listopada 2016

Bobby The Unicorn - ''Syreni Śpiew'' [Recenzja]

Kiedy usłyszałem piosenkę „Niemiłość”, która pojawiła się w sieci, ciarki rozeszły się po moim ciele, a wdech zrobił się cięższy z zachwytu. Piosenka przylepiła się do mnie jak rzep i choćbym pragnął się jej pozbyć, nie było to możliwe. Właściwie to się z tego cieszę. 11 listopada, w Święto Niepodległości, Bobby The Unicorn powraca z nowym krążkiem, zatytułowanym „Syreni Śpiew”. Niezwłocznie „wziąłem płytę na warsztat”. Przekonajmy się zatem, z czym wychodzi do nas Darek Dąbrowski.



Na początek od razu na konto wskakuje plusik za udaną okładkę. Nawiązuje ona do starych, dobrych gier komputerowych i popkultury. Na pierwszym tle widzimy piękne błękitne morze, a po bokach góry, otaczające drogę do wysp. Na jednej z nich dostrzegamy syrenkę, której wizerunek opracowano graficznie w stylu gier lat 90, tych na pegasusa. Okładka jest strzałem w dziesiątkę, świetnie wprowadza w klimaty płyty i osobiście mnie urzekła. Brawo!

A co Bobby The Unicorn oferuje nam muzycznie? Cała płyta to udane połączenie brzmień standardowych z nowoczesnymi. Nieprzerwanie przeplatają się ze sobą, co w efekcie daje nam bardzo subtelną i przepełnioną emocjami muzykę, w której można się zagłębiać bez końca. Syntezatory nadają harmonii, a resztę odczuć wywołuje gitara, która wplata niezwykle udane motywy, jak np. w piosence pt. „Gwiazdozbiory”. Słychać w niej ciekawy, lekko wytłumiony motyw i właśnie takie zabiegi gitarowe sprawiają, że płyta jest bardzo melodyjna. Na uwagę zasługuje również świetny aranż – nie ma tu przypadkowych czy nietrafionych dźwięków. 


Oczywiście nie mogę pominąć dźwięków gitary z piosenki „Niemiłość”, w której buduje ona niepowtarzalny klimat poprzez rozkładane akordy, co bardzo mi się podoba. Całość dopełniają delikatne dźwięki syntezatorów. W rezultacie mamy jedną z lepszych piosenek na tej płycie i w ogóle w polskiej muzyce. Ciekawy utwór pod względem muzycznym to także „Amsterdam”, który w całości jest instrumentalny. Dużo w nim nowoczesnego brzmienia – od perkusji, przez syntezatory, aż do gitary, a wszystko rozkręca się z sekundy na sekundę, efektownie budując napięcie. 


Utwory mogą się wydawać spokojne i melancholijne, ale płynie z nich, w moim odczuciu, dużo pozytywnej energii. Myślę, że od słuchacza zależy, czy muzyka zawarta na płycie będzie miała optymistyczny wydźwięk, czy nie. Ta wieloznaczność interpretacyjna muzyki (będącej dla niektórych niestety tylko otoczką dla tekstów) stanowi dodatkowy walor albumu.
Muszę wspomnieć też o barwie głosu Darka Dąbrowskiego, delikatnej i niespotykanej. Teraz niech każdy wyobrazi sobie utwory z tej płyty śpiewane przez kogoś innego. Macie to samo odczucie? I choć momentami głos wokalisty może wydać się dość monotonny i za mało energetyczny, do tej płyty wyjątkowo pasuje.


Jeśli chodzi o same teksty, to bohater piosenek sprawia wrażenie osoby niespełnionej uczuciowo. W piosence „Niemiłość” mówi o tytułowym stanie niemiłości, o tym, że nie rozumie słów używanych przez osoby zakochane, że język ten język po prostu jest mu obcy i zapomniany. Ów stan zacierania się wartości miłości można odnieść także do współczesnego świata, który zdewaluował pojęcie miłości, zresztą nie tylko międzyludzkiej. Interesujący tekst ma również piosenka „Gwiazdozbiory”, zwracająca uwagę na przepełnienie świata różnorodnością, w której można się zgubić. „...Ty będziesz nawigować po całym multiwersum...” – słyszymy. 
Dużo na płycie niedomówień, zabawy słowem, niejednoznaczności. Teksty nie należą do łatwych w odbiorze, ale to dobrze – zmuszają do przemyśleń, a że dotyczą ważnych kwestii, stanowią wartościową lekturę, która stroni od schematów utartych w sztuce pisania.



W ogólnym rozrachunku płyta wypada całkiem nieźle. Jedyną wadą jest mała ilość utworów i to, że niektórym słuchaczom płyta może wydać się nużąca. W moim przekonaniu to naprawdę solidny kawałek materiału z udanymi aranżacjami i ciekawymi tekstami, które tylko z pozoru mówią wciąż o tym samym – dodatkowe treści wynikają z kontekstów i ich niedosłowności. 


Ja płycie do mojego dziennika wstawiam ocenę 8/10 (tyle, ile jest utworów, tyle punktów, ha ha). Życzę udanej promocji płyty na koncertach, następnego ciekawego krążka, może tym razem z większą ilością utworów, oraz powodzenia. Aha, chciałem także podziękować Darkowi Dąbrowskiemu, który na moją prośbę przesłał mi utwory, znajdujące się na płycie. Dziękuję bardzo i jeszcze raz powodzenia!


Recenzja - Przemek Ustymowicz
Korekta - Mariola Rokicka

Zachęcam do zbiórki, która przeznaczona jest na rozwój bloga: https://pomagam.pl/xx9pbm26
Czytaj dalej »

Moja lista blogów